• alles.jpg
  • colorex.jpg
  • familia.jpg
  • goodcar.jpg
  • gs.jpg
  • kozbial.jpg
  • kubaty.jpg
  • lyko.jpg
  • ochrona.jpg
  • parkiet.jpg
  • rasterek.jpg
  • salazabaw.jpg
  • serczyk.jpg
  • serwis.jpg
  • wwm.jpg
  • zlom.jpg

Reklama

  • bistro.jpg
  • geo.jpg
  • grafixdruk.jpg
  • kruk.jpg
  • mirex.jpg
  • mlodzi_duchem.jpg
  • pralnia.jpg
  • weterynarz.jpg

hannab cMoim głównym środkiem lokomocji jest moje auto. Prawie codziennie gdzieś jadę. Kręcę się najczęściej między Brzoskwinią, Zabierzowem i Krakowem. Niezbyt dalekie podróże, ale jakże denerwujące.

O co chodzi? O wszechobecny brud na drogach. W okolicy, po której się kręcę, ostatnio bardzo dużo się buduje. I dobrze. Niestety, samochody dowożące lub wywożące ziemię lub piach, materiały budowlane itp. równocześnie rozciągają błoto z placu budowy na jezdnię, co przy wilgotnej pogodzie lub w deszczu powoduje zagrożenie poślizgiem. Czy nie ma sposobu, aby temu zaradzić? Tak wielu z nas wyjeżdża na dłużej lub krócej za granicę. Nie widzicie, jak tam się dba

o czystość dróg? Kary za zabłocenie jezdni w związku z budową lub pracami rolniczymi są bardzo dotkliwe. Nikomu się „nie opłaca” nie dbać o wyczyszczenie kół przy wyjeździe z budowy czy pola. U nas są odpowiednie przepisy, ale czy ktoś je stosuje? Jeżeli nawet, to są to teraz nieliczne przypadki.

Czasami widać jakiegoś pracownika, który „od niechcenia” zamiata to błoto, rozmazując je dodatkowo wokół. A kiedy jest sucho, to przejeżdżające samochody wznoszą tumany kurzu.

Z moich obserwacji wynika, że lepiej pod tym względem jest w małych miejscowościach i na wsi. Mieszkańcy starają się o estetykę swoich obejść, które są przeważnie wysprzątane, pozamiatane. Jednak zdarzyło mi się – i to nie raz – widzieć w tym samym miejscu, jak właścicielka, sprzątając chodnik wzdłuż ogrodzenia swojej posesji, zmiata wszystko na jezdnię. Myślałam – pozbiera później. Ale skąd! Pozostawione na poboczu misterne kupki kurzu i liści rozniósł wkrótce wiatr i rozdmuchały przejeżdżające auta. Ano, bywa i tak. Pewna jestem prawie w stu procentach, że ten niechlubny wyjątek stanowi potwierdzenie reguły.

Tragicznie pod względem czystości jest w miastach. No, może nie powinnam uogólniać, więc „zatrzymam się” w Krakowie. Kocham to miasto, tutaj się urodziłam i spędziłam większą część mojego życia. Teraz jednak jestem szczęśliwa, że się z Krakowa wyprowadziłam.

Pamiętam czasy, kiedy każda kamienica, każdy blok mieszkalny miał swego t.zw. dozorcę lub dozorczynię. To oni dbali o czystość nie tylko wewnątrz budynku, ale także obejścia. Chodniki były codziennie zamiatane, pobocza jezdni uprzątnięte. Nie omijały ich kary za niedopełnienie obowiązków. A teraz? Dobrze, jak sprząta się wokół budynku raz, dwa razy w tygodniu. Wystarczy przejść się Alejami Trzech Wieszczów by zobaczyć, co się tam dzieje. Nie lepiej jest na ulicach w centrum miasta, które powinny być jego wizytówką. Wstyd! Unoszące się tumany kurzu, z których wiatr kręci malutkie trąby powietrzne.

Przysłuchując się dyskusjom VIP-ów na temat sposobów ograniczenia zanieczyszczenia powietrza jakoś nigdy nie słyszałam, aby ktokolwiek poruszył tę sprawę. A czyż pył zawieszony, stanowiący takie zagrożenie dla naszego zdrowia i życia, to tylko zanieczyszczenie z palenisk i spalin samochodowych? Chyba logiczne, że nie tylko. Więc dlaczego nikt się nie zajmie sprawą czystości naszych ulic? Wszyscy wdychamy to świństwo, niezależnie czy siedzimy na wysokim stołku czy na taborecie.

Zakazy, nakazy, a czasem zdrowego rozsądku brak. Przecież tu chodzi o zdrowie!

A jeśli już o zdrowiu (i życiu), to przykłady z innej beczki. Nierozwaga ludzka (aby nie powiedzieć: głupota) nie zna granic. Jak już wspomniałam, jeżdżę dużo samochodem. Kiedy nadchodzi jesień, na dodatek leje deszcz, na drogach przeżywam nieraz horror. Ciemno, choć oko wykol, droga wąska, z przeciwka jadą samochody oślepiając światłami, które na dodatek odbijają się od mokrego asfaltu. Brak chodnika, brak pobocza, a tu idzie sobie niefrasobliwie ktoś, ubrany na ciemno. Żadnego jasnego punktu na ubraniu, żadnego odblasku czy latarki w ręce. Jak go zauważyć w takiej sytuacji? Dobrze, jeśli mignie jakiś odblaskowy pasek na markowym obuwiu, ale i to należy do rzadkości.

Z reguły tacy „nieoświetleni” piesi to mężczyźni. Chłopy kochane! Nie żal Wam Was samych? Czemu narażacie siebie i kierowców na niebezpieczeństwo? Czy to niehonorowo dla Was do markowej kurtki przypiąć znaczek kach opaski odblaskowe.

Powiecie: powinny być wszędzie chodniki albo przynajmniej szerokie pobocza. Powinny, to nie podlega dyskusji. Ale jeśli ich nie ma, to zadbajmy sami o własne bezpieczeństwo. Nikt przecież nas nie zwolnił od logicznego myślenia i przewidywania ewentualnych skutków naszego zachowania.

Szanowni, Drodzy Czytelnicy. Życzę Wam w Nowym Roku bezpiecznych podróży pieszych, rowerowych czy samochodowych. Wszystkiego najlepszego!

Hanna Czaja-Bogner

airclinic.jpg