• alles.jpg
  • artgo.jpg
  • bhp oskar.jpg
  • colorex.jpg
  • familia.jpg
  • gs.jpg
  • juszczak.jpg
  • kozbial.jpg
  • kubaty.jpg
  • lisak.jpg
  • lyko.jpg
  • marcisz.jpg
  • parkiet.jpg
  • praca.jpg
  • salazabaw.jpg
  • serczyk.jpg
  • wwm.jpg

Reklama

  • bistro.jpg
  • edukator.jpg
  • gawin.jpg
  • geo.jpg
  • grafixdruk.jpg
  • kaes.jpg
  • kruk.jpg
  • melba.jpg
  • mirex.jpg
  • multiagent.jpg
  • pralnia.jpg
  • rrreklama.jpg
  • szumiec.jpg
  • weterynarz.jpg

 

 

 

Ostatnio w internecie zaobserwowałam pewną prawidłowość, która mnie szczerze ubawiła. Najpierw dygresja wprowadzająca: Wiadomo powszechnie, że polski model świętowania polega na totalnie nieumiarkowanym OBŻARSTWIE. Wiadomo? Wiadomo. No taki jest i nic się na to nie poradzi. A teraz do rzeczy: Więc rzucam okiem, co też w tym internecie i dostaję głupawki z miejsca. Bo stoi tam jak byk:


Dlaczego mimo stosowania drastycznych diet, nie możesz schudnąć?


I tak już od kilku dni. Dzień po Świętach się zaczęło. No, wybaczcie Państwo, ale jakoś nie wierzę w te drastyczne diety stosowane przez Polski Naród w czasie Świąt. Nie ta kultura jedzenia (a może nawet nie tyle - kultura jedzenia, co zwyczaj obżerania się „aż po wentyl”), nie ta tradycja i wszystko nie to. Osobiście przeżyłam kiedyś Święta, w czasie których schudłam 5 kilo. Jak to zrobiłam? Banalnie - byłam na BARDZO drastycznej diecie. Ale motywację miałam konkretną. Ergo: bądźmy przez moment w stosunku do siebie samych uczciwi i powiedzmy szczerze „Obżerałam się przez Święta i teraz muszę schudnąć”, a nie wciskajmy sobie i światu, że te Święta to była dieta. Nie była. Bo gdyby była, to nie byłoby problemu. To idę przejść na drastyczną dietę. A na marginesie: Poza drastycznymi dietami istnieją jeszcze inne sposoby – sprawdzone i skuteczne. Zamiast usuwać całkowicie z menu węglowodany i tłuszcze, zamiast popijać dietetyczne koktajle z saszetki czy zjadać tabletki odchudzające, (a wszystko to za niemałe pieniądze), zamiast stosować głodówkę (niby za darmo, ale efekt jo-jo gwarantowany), można zastosować sposób stary jak świat i sprawdzony przez miliony ludzi. RUCH! Zgoda – rower nie jest może najlepszym pomysłem na początku stycznia, ale takie chodzenie z kijkami na przykład, już tak. Aerobik w domu czy na świetlicy środowiskowej; step czy zumba na siłowni – jak najbardziej. Bieganie. I wiem, że nikt nie lubi biegania od pierwszego razu, bo tego lubić chyba się nie da. Ale bieganie ma to siebie, że „im dalej w las, tym więcej drzew”. Innymi słowy, im dłużej i częściej się biega, tym jest przyjemniej. No i efekty spektakularne! Godzina biegania to 760 spalonych kalorii! Dokładnie tyle, co kotlet schabowy z ziemniakami i surówką. Albo dwie duże kremówki. Albo dwa niemałe kawałki sernika. No! To idę pobiegać. Po Świętach mi nie zaszkodzi. A mała dietka zaledwie dla podtrzymania efektów ruchu.


Gabrysia Kucharska

 

 

 

pacanowscy.jpg