• alles.jpg
  • artgo.jpg
  • bhp oskar.jpg
  • colorex.jpg
  • familia.jpg
  • gs.jpg
  • juszczak.jpg
  • kozbial.jpg
  • kubaty.jpg
  • lisak.jpg
  • lyko.jpg
  • marcisz.jpg
  • parkiet.jpg
  • praca.jpg
  • salazabaw.jpg
  • serczyk.jpg
  • wwm.jpg

Reklama

  • bistro.jpg
  • edukator.jpg
  • gawin.jpg
  • geo.jpg
  • grafixdruk.jpg
  • kaes.jpg
  • kruk.jpg
  • melba.jpg
  • mirex.jpg
  • multiagent.jpg
  • pralnia.jpg
  • rrreklama.jpg
  • szumiec.jpg
  • weterynarz.jpg

Za nami czas wakacji. Czas odpoczynku, laby (z całą pewnością nie dla wszystkich), czas wakacyjnych wyjazdów. Jest takie powiedzenie: „każdy ma swoje Seszele”; miejsce magiczne, mityczną krainę, miejsce, w które się wraca i tam ładuje akumulatory na resztę roku. Jedni co roku jeżdżą na Chorwację, inni nad polskie morze; ja co roku jeżdżę do Lwowa, a potem na wyprawę rowerową na Podlasie.

Czym jest Podlasie? Można powiedzieć, że najbardziej memicznym regionem Polski. I będzie to prawda. Można też powiedzieć, że jednym z najsłabiej rozwiniętych regionów kraju, położonym peryferyjnie względem pozostałych. Można powiedzieć, że to „Polska B”. Można, i wszystkie te stwierdzenia będą prawdziwe. Można jednak zauważyć, że Podlasie jest prawdziwe. Że wiara Podlasian czy Podlaszuków (a to nie to samo) jest szczera i żarliwa, że to najbardziej chyba prawosławna część Polski. Że na Podlasiu są całe białoruskie wsie (historia regionu kłania się w pas), których mieszkańcy, mimo że mieszkają w Polsce, mają pewien problem z mówieniem po polsku, (i mieć go będą, bo polski nie jest językiem używanym przez nich na co dzień; z sąsiadami rozmawiają po białorusku, albo „po swojomu”). Że są tam szkoły, które nad tablicami w klasach mają powieszone polskie godło, krzyż i ikonę, a na framugach drzwi namalowaną białoruską flagę. Że są tam wsie, w których znajduje się: prawosławna cerkiew, kościół baptystów, kościół zielonoświątkowców, zbór Świadków Jehowy, a nie ma kościoła katolickiego. Naprawdę, są takie miejsca w kraju! Że to kraina niebieskich cerkwi, otwartych zdobionych okiennic, babki ziemniaczanej i przesądów. Można tak powiedzieć i wszystko to będzie prawdą, a jednocześnie zupełnie nic nie powie o rzeczywistym Podlasiu i jego duchu.

Podlasie to również kraina Green Velo i ścieżek rowerowych, których jest tam w sumie ponad tysiąc kilometrów! Co więcej, ścieżki rowerowe na Podlasiu są przyjazne i bezpieczne. Owszem, często prowadzą przez wsie, do których, mimo XXI wieku, jeszcze nie dotarł asfalt; wiejskie drogi z kamieni otoczaków, żwiru czy po prostu sypkiego piachu również stanowią codzienność Podlasia. Ale przecież nie brakuje tam dróg krajowych czy wojewódzkich, na których, jak się nietrudno domyślić, jest naprawdę spory ruch samochodowy.

Kilka dni temu doświadczyłam bolesnego zderzenia dwóch mentalności – podlaskiej i podkrakowskiej. I nie było to zderzenie miłe. Mianowicie w środę musiałam przez dwadzieścia kilka kilometrów jechać drogą wojewódzką na Podlasiu. Co gorsza, w godzinach szczytu. Nie muszę chyba dodawać, że nie było to doświadczenie miłe. Żaden z mijających mnie kierowców nawet najmarniejszym gestem nie dał mi do zrozumienia, że jestem zawalidrogą i zwyczajnie przeszkadzam. A przeszkadzałam!

Trzy dni później, w sobotę, wracałam na rowerze z Krakowa do Rudawy. O pierwszej w nocy, bo tak przyjechał mój pociąg. Na drodze z Mydlnik do Rząski, kompletnie pustej o tej porze, minął mnie samochód (pierwszy od dwudziestu minut), którego pasażer otworzył okno, wychylił się i krzyknął „Wypi…lać na ścieżkę rowerową!”. Nie ukrywam, że facet mnie rozwalił. Tak się składa, że w okolicach Krakowa ścieżek rowerowych jest jak na lekarstwo, a w dodatku w środku nocy z moim rowerem na pustej drodze po prostu nie przeszkadzałam. Jednak niektórzy kierowcy rowerzystów nie lubią programowo. Jakaż była moja radość, gdy na drodze ze Szczyglic do Zabierzowa wjechałam na nowiuteńką, pięknie oznakowaną ścieżkę rowerową! U nas, w naszej gminie. Radości dopełniła informacja, że już wkrótce ruszy budowa ścieżki rowerowej z Krakowa do Szczyglic; właśnie tam, gdzie nocny kierowca kazał nam „wypi…lać na ścieżkę rowerową”. W najbardziej zacofanym regionie naszego kraju spotykałam się tylko z grzecznością. W mojej rozwiniętej gminie… Ech, szkoda gadać.

Gabriela Kucharska

hajdarowscy.jpg