• alles.jpg
  • artgo.jpg
  • bhp oskar.jpg
  • colorex.jpg
  • familia.jpg
  • gs.jpg
  • juszczak.jpg
  • kozbial.jpg
  • kubaty.jpg
  • lisak.jpg
  • lyko.jpg
  • marcisz.jpg
  • parkiet.jpg
  • praca.jpg
  • salazabaw.jpg
  • serczyk.jpg
  • wwm.jpg

Reklama

  • bistro.jpg
  • edukator.jpg
  • gawin.jpg
  • geo.jpg
  • grafixdruk.jpg
  • kaes.jpg
  • kruk.jpg
  • melba.jpg
  • mirex.jpg
  • multiagent.jpg
  • pralnia.jpg
  • rrreklama.jpg
  • szumiec.jpg
  • weterynarz.jpg

Nastał czas żniw, czas dożynek. Będziemy świętować ciesząc się z tego, co i ile w tym roku dała nam Matka Natura. Smarując codziennie kromkę chleba masłem nie zastanawiamy się nad tym, ile trudu i potu, ilu nakładów potrzeba było na wyprodukowanie tych „darów doczesnych”. Są i już. I nie zastanawiamy się najczęściej nad tym wszystkim, kiedy z lekkim sercem wyrzucamy do kosz na odpady to, co zostało na talerzu, na stole, w lodówce. Inaczej to wygląda na wsi, a inaczej w mieście. Na wsi najczęściej odpadki ze stołu są wykorzystywane albo jako „dodatek” do paszy dla kur czy świń, albo też lądują w psiej misce. Część przerabiana jest na kompost. W miastach sprawa wygląda o wiele gorzej. Nie ma co zrobić ze spleśniałym albo czerstwym już chlebem, gnijącymi owocami, resztkami mięsa czy wędlin. Lądują w koszu. Nie znalazłam żadnych danych, które porównywałyby stopień marnotrawienia żywności w miastach w stosunku do wsi. A szkoda, że nie ma takich porównań. Ogólnie sytuacja przedstawia się zatrważająco. Na świecie 793 mln. ludzi cierpi z niedożywienia. W 2014 r. w całej Unii Europejskiej 55 mln. obywateli, tj. około 10% ludności, stać było jedynie na jeden pełnowartościowy posiłek raz na dwa dni. Tymczasem w UE co roku wyrzuca się 88 mln. ton żywności, co w przeliczeniu na jedną osobę stanowi 173 kg. Na liście krajów UE, obrazującej stopień marnotrawienia żywności, Polska znajduje się na 5. miejscu, wyrzucając co roku 247 kg żywności na osobę, to jest w sumie ok. 9 mln. ton! Najlepiej pod tym względem wypada Słowenia (72 kg), a najgorzej Holandia (641 kg – kto bogatemu zabroni?). Najwięcej żywności, bo aż 53%, marnuje się w gospodarstwach domowych. Wśród przyczyn tego zjawiska na pierwsze miejsce wysuwa się przekroczenie terminu przydatności do spożycia (29%) oraz zbyt duże, nieprzemyślane zakupy (20%). 42% Polaków przyznaje, że wyrzuca żywność, przy czym liczba ta rośnie, niestety, z roku na rok. Wyrzucamy najwięcej pieczywa – 49%, owoców – 46% i wędlin – 45%. Jak widać, liczby te są co najmniej niepokojące. Parlament Europejski opracował pakiet dyrektyw o gospodarowaniu odpadami. Zgodnie z nim ilość odpadów ma się zmniejszyć o 30% do 2020 roku, a o 50% do 2030. Oby to było możliwe. A wracając do początku tego tekstu: nie zdajemy sobie sprawy z tego, ile np. wody potrzeba na wyprodukowanie jednego bochenka chleba. Co najmniej kilkadziesiąt, jeśli nie kilkaset litrów. Wyrzucając chleb marnujemy nie tylko żywność, ale też wodę, energię, ludzką pracę, zmniejszamy efektywne wykorzystanie gleby. Cały, długi łańcuch zależności. Podobnie ma się rzecz z innymi produktami. Gnijące owoce wydzielają gazy, które z kolei przyczyniają się do zwiększenia efektu cieplarnianego. I tak dalej, i tak dalej. Planując rozsądnie codzienne zakupy każdy obywatel naszego kraju mógłby zaoszczędzić rocznie ok. 2 tys. złotych. Czyż nie jest to realna zachęta do zmiany swoich przyzwyczajeń?

Niech zobrazuje to taka scenka. Na dachu wieżowca stoją dwie mrówki. Obserwują nieprzebrane tłumy ludzi, kotłujących się na ulicach. Jedna z mrówek wygląda na przerażoną. Druga uspokaja ją: „Nie martw się. Oni się sami wyniszczą!”

Róbmy wszystko, aby tak się nie stało.

Hanna Czaja-Bogner

smog.jpg