• alles.jpg
  • bhp oskar.jpg
  • euroreklama.jpg
  • familia.jpg
  • geodezja.jpg
  • goodcar.jpg
  • gs.jpg
  • kozbial.jpg
  • kubaty.jpg
  • lyko.jpg
  • rasterek.jpg
  • rowery.jpg
  • rserwis.jpg
  • salazabaw.jpg
  • serczyk.jpg
  • wwm.jpg

Reklama

  • baranex.jpg
  • bistro.jpg
  • edukator.jpg
  • gawin.jpg
  • geo.jpg
  • grafixdruk.jpg
  • krakmeb.jpg
  • kruk.jpg
  • melba.jpg
  • mirex.jpg
  • prestige.jpg
  • rrreklama.jpg
  • weterynarz.jpg

Przekorną i przewrotną istotą jest człowiek. Co więcej, w dążeniu do szczęścia człowiek potrafi posuwać się do nieprawdopodobnie głupich zachowań, które z jednej strony wiele go kosztują, z drugiej często po pewnym czasie odbijają się bolesną czkawką. Spójrzmy na małżeństwo na przykład. On znajduje ją. Ona znajduje jego. Jakieś cechy tej drugiej osoby sprawiają, że wie się, że to właśnie ona. Taka, jaka jest. Wspaniała, cudowna, taka, bez której nie potrafimy sobie wyobrazić dalszego życia, i taka, której nieobecność powoduje tęsknotę, ból, poczucie pustki. Słowem: IDEAŁ. Jak już się ten ideał spotka, pozna i zdobędzie, następuje początek końca, czyli ślub. I tu zaczyna się niezła polka. No bo jeżeli już znaleźliśmy ideał, to należałoby zrobić wszystko, żeby ten ideał się nie zmienił. A tymczasem co robimy? Postanawiamy ideał poprawić: zmiana stylu ubierania, fryzury, sposobu spędzania wolnego czasu, wpływanie na poglądy polityczne i społeczne, zmiany, zmiany, zmiany… I nagle okazuje się, że zakochałam się w cudownym człowieku, spędzam z nim życie i … on jest jakiś taki nie bardzo do życia. Był najwspanialszy na świecie, ale to było kiedyś. A teraz ten człowiek jest jakiś taki inny. Chciałam go poprawić, uszlachetnić, i zrobiłam to, a teraz mam jakiegoś typka u boku, w którym wyjątkowości za grosz. Jakiś taki typowy, przewidywalny i wręcz banalny się zrobił. Znacie to? Znacie. Każdy to zna. Jeżeli nie z autopsji, to z obserwacji innych. A teraz spójrzmy na to z nieco innej perspektywy. Wiele osób mieszkających w Rudawie to tzw. ludność napływowa. Również ja i moja rodzina. Nie urodziliśmy się tu. Nikt z naszej rodziny tu nie mieszkał, nikogo tu nie znaliśmy, a jednak wybraliśmy to miejsce na ziemi. Doskwierał nam pośpiech Krakowa. Męczył jego beton i brak powietrza. Brak przestrzeni. Gęsta zabudowa. Nakazy, zakazy, regulowana absolutnie każda dziedzina życia – od segregacji śmieci, przez pasy dla pieszych na naszym, wcale nie tak ruchliwym, osiedlu mieszkaniowym, po wyznaczone miejsca, w które można było chodzić na spacery z psem. Konieczność wyprowadzania tego psa zawsze na smyczy. Wszechobecny pośpiech i ingerencja w prawie każdą naszą osobistą sprawę. Ergo: uciekliśmy do raju na ziemi, który sami sobie wybraliśmy. Nasza Ziemia Obiecana – Rudawa. Wieś na tyle blisko Krakowa, że spokojnie można do niego codziennie jeździć do pracy, czy do szkoły. Zieleń, spokój, brak pośpiechu, las widziany z okien. Stosunkowo rzadka zabudowa. Spędzanie czasu przez sposób przez siebie wybrany na własnej działce. Możliwość chodzenia z psem, gdzie się chce. Kontener na śmieci przy domu. Brak wielkiego ruchu samochodowego we wsi… No, po prostu raj. Takich jak my jest w Rudawie wielu. Dobrze nam w tym naszym Kanaan. Ale nagle ktoś zauważa „Hola, ale tu nie ma chodników. A w każdym razie nie na każdej ulicy.”. Inny doda „A przy szkole nie ma świateł dla pieszych”. Na przydrożnych słupach pojawiają się tabliczki informujące o tym, że tu się bawią dzieci (na drodze?!), więc żeby nie pozwalać swoim psom się tu załatwiać. Betonujemy rzekę. Zabudowujemy tereny zalewowe. Zagęszczamy zabudowę (w końcu działka o powierzchni 4 arów to też działka). Już nie widać lasu z okien. Ktoś (niekoniecznie przyjezdny) zauważa, że już dawno temu obiecywany był remont Rynku, więc remontujemy Rynek. Likwidujemy swojski wiejski parking, w jego miejsce dajemy piękną kostkę brukową, trzy ławeczki w pełnym słońcu i dwa minikwietniki. Zaciekle o to walcząc, stwarzamy jakąś dziwną miniaturę miasta, z którego dobrowolnie uciekliśmy. Chyba nie chcemy widzieć tego, że to jest namiastka, że to jest ładne, ale w tym nie ma prawdziwości. I tylko Marcin B. z Radwanowic powie do swojej mamy: „Bardzo źle robicie, wszystko brukując. Zobaczysz, że następne pokolenie, jak już będzie mogło decydować, to pierwsze co zrobi, to zerwie te bruki i przywróci tu zieleń. Bo to jest wieś!” I ten Marcin ma rację. To jest wieś i ta wiejskość stanowi jej siłę. Nie sygnalizacja świetlna i pasy dla pieszych co krok. Nie bruk na Rynku. Przestrzeń i zieleń, które stąd pomału acz skutecznie rugujemy. Na siłę chcemy poprawić to, co jest dobre. Więc psujemy ideał. Ale mamy piękną namiastkę. No właśnie. Namiastkę. Ciekawe, czy i kiedy na Rynku w Rudawie pojawi się strefa płatnego parkowania?

Gabriela Kucharska

dolina2019.jpg