• alles.jpg
  • artgo.jpg
  • bhp oskar.jpg
  • colorex.jpg
  • familia.jpg
  • gs.jpg
  • juszczak.jpg
  • kozbial.jpg
  • kubaty.jpg
  • lisak.jpg
  • lyko.jpg
  • marcisz.jpg
  • parkiet.jpg
  • praca.jpg
  • salazabaw.jpg
  • serczyk.jpg
  • wwm.jpg

Reklama

  • bistro.jpg
  • edukator.jpg
  • gawin.jpg
  • geo.jpg
  • grafixdruk.jpg
  • kaes.jpg
  • kruk.jpg
  • melba.jpg
  • mirex.jpg
  • multiagent.jpg
  • pralnia.jpg
  • rrreklama.jpg
  • szumiec.jpg
  • weterynarz.jpg

Numer 6/2019

To było kilka miesięcy ciężkiej pracy. Pomysł na wesele pojawił się już rok temu i przez rok stopniowo powstawał program imprezy, w którego realizację zaangażowały się niemal wszystkie kluby seniora czyli w sumie około 100 osób.

W trakcie uroczystego rozpoczęcia tradycyjnie klucz do bram gminy Zabierzów przekazała na ręce przewodniczącego Gminnej Rady Seniorów Wójt Gminy, Elżbieta Burtan. Przewodniczący GRS, Andrzej Korzycki wręczył Pani Wójt statuetkę dziękując i wyróżniając w ten sposób aktywne wsparcie seniorów gminy Zabierzów jakie okazuje w swojej pracy. Aktywni seniorzy w naszej gminie to coś, czym możemy chwalić się Małopolsce a być może nawet w Polsce. Na terenie gminy cały czas działa 21 klubów seniora i są to w ogromnej części grupy liczące ok. 15-20 osób. Śpiewają, grają, tworzą spektakle i kabarety, haftują i robią koronki, gotują i pieką a wszystko to z ogromną pasją i radością. Senioralia są wielkim świętem dla nich, ale też dla innych seniorów i mieszkańców gminy Zabierzów, którzy w tym dniu mają okazję zobaczyć i poczuć niemal wszystkimi zmysłami co to znaczy aktywność 60+ w gminie Zabierzów.

W tym roku tematem imprezy były tradycje związane z weselem, a punktem kulminacyjnym stało się przedstawienie tradycyjnej biesiady weselnej jaką pamiętają seniorzy. Scenariusz stworzyły Pani Hanna Czaja-Bogner z Brzoskwini i Pani Barbara Golińska z Zabierzowa, opierając się głównie na wspomnieniach lokalnych mieszkańców. W realizację przedsięwzięcia zaangażowało się ponad 50-ciu seniorów z większości zabierzowskich sołectw w tym ok. 10 seniorów z Ośrodka Wsparcia Osób Starszych działającego w Rząsce. Bramę, szlaban a także ozdoby w postaci kwiatów od miesięcy przygotowywali natomiast seniorzy uczęszczający na zajęcia w ramach Ośrodka Wsparcia dla Osób Starszych Senior + w Zabierzowie.

Wszystko rozpoczęło się od kolorowego korowodu, na którego czele, ze śpiewem na ustach szła para młoda z rodzicami, starostami i drużbami. Był szlaban, był okup a rodzice witali chlebem i solą. Tradycyjny stół weselny przepięknie przygotowało Koło Gospodyń z Rudawy i dzięki temu wszyscy na chwilę przenieśli się w czasie. Pomagały w tym dowcipne przyśpiewki, stroje krakowskie i tradycyjne potrawy, których można było próbować przy wspólnym zabierzowskim stole, przygotowanym przez 14 klubów seniora. Zalewajka Radwańska, Ciućpajs z Nielepic, Żurek Rudawski, Spóła z Brzoskwini, ziemniaki okraszone, tradycyjna chałka, smalec, łazanki z Pisar i wiele, wiele innych smakołyków znikało w zawrotnym tempie. Na jednym ze stołów pojawił się też piękny, okazały sum, który został podarowany przez Właściciela Gospodarstwa Rybackiego Dolina Będkowska.

To był fantastyczny wieczór wypełniony dobrą zabawą, którą

o 20.00 uświetnił koncert Andrzeja Sikorowskiego i Maji Sikorowskiej. Na godzinę zrobiło się nieco refleksyjnie i spokojnie aby po 21.00 z nową energią można było wrócić do wspólnej zabawy z zespołem Pasiaki, który grał i śpiewał weselne standardy.

Wielkie gratulacje dla wszystkich, którzy przyczynili się do powstania wspaniałego wydarzenia, które połączyło siły niemal wszystkich klubów seniora. Zdjęcia są jedynie potwierdzeniem, że warto było być na rynku w Zabierzowie 25 maja 2019. Kolejne S enioralia już za rok też w maju a organizatorzy już mają kolejne pomysły i kolejny raz spróbują przenieść wszystkich uczestników w czasie i przestrzeni. Gdzie tym razem? To już słodka tajemnica seniorów…

senioralia

Tekst: Katarzyna Mroczek, zdjęcia: Urszula Obydzińska

rzaska

Grupa ośmiu uczniów ze Szkoły Podstawowej w Rząsce miała zaszczyt uczestniczyć w sympozjum naukowym na Uniwersytecie Gdańskim, które było posumowaniem międzynarodowego projektu MARINE MAMMALS science education. Projekt ten był realizowany przez dziewięć instytucji badawczych oraz organizacje pozarządowe z Niemiec, Polski, Szwecji, Belgii oraz Danii. Naprzemiennie, nasze uczestnictwo polegało na udziale w prezentacjach dotyczących ssaków morskich (głównie fok i morświnów) oraz zajęciach warsztatowych, podczas których mogliśmy osobiście testować m.in. w jaki sposób nurkowanie wpływa na pracę serca, jak zmienia się siła mięśni w zimnej wodzie, problem hałasu podwodnego oraz znany powszechnie temat plastiku w produktach codziennego użytku. Kiedy następnego dnia udaliśmy się do Stacji Morskiej Instytutu Oceanografii, słynnego na wybrzeżu helskiego fokarium, okazało się, że problem plastiku powrócił ze zdwojoną siłą. W części hodowlano-rehabilitacyjnej fokarium prowadzona jest nie tylko hodowla fok, ale również rehabilitacja osobników chorych lub poranionych. To tutaj stało się jasne, że powodem cierpienia tych zwierząt niekoniecznie są inne zwierzęta ale ludzie, którzy zaśmiecają Bałtyk. Oglądając plansze, filmy i gabloty w części muzealnej mogliśmy zobaczyć mnóstwo plastikowych śmieci, które zostały zjedzone przez ssaki i ptaki morskie. Tworzywo sztuczne czy metal jest często mylony z pokarmem i dlatego staje się dla zwierząt śmiertelnym zagrożeniem. W jaki sposób tworzywa sztuczne trafiają do morza? Odpowiedź jest prosta: powodują to wysypiska śmieci przy plażach, odpady znajdujące się w rzekach, ściekach, przemysł przybrzeżny, żegluga i rybołówstwo. Ocenia się, że z powodu spożycia tworzyw sztucznych lub zaplątania się w elementy plastikowe umierają osobniki co najmniej 550 gatunków, zarówno bezkręgowce jak i ssaki. Foki bardzo często zaplątują się w zagubione w morzu fragmenty sieci, doznają urazu, znajdują się w potrzasku i nie są w stanie się z nich wydostać. Ptaki morskie takie jak albatrosy, które spędzają większość życia na morzu, mylą dryfujące na powierzchni odpady z pożywieniem. Połykają je, ale nie są w stanie ich strawić, mimo pełnego żołądka umierają z głodu. Podczas przeprowadzonych w ciągu sześciu lat 24 ekspedycji, naukowcy odkryli, że w oceanach świata już dziś krąży ponad pięć miliardów fragmentów plastiku. Z upływem czasu część z nich opada na dno morza, inne stanowią z kolei poważne zagrożenie dla fauny morskiej. Nasz Bałtyk jest morzem wrażliwym na wymianę wód. To oznacza, że jest morzem nieomal zamkniętym, co czyni go pułapką dla chemikaliów odkładanych w przydennych osadach. Od czasu wytworzenia pierwszego nowoczesnego tworzywa sztucznego ba

kelitu w 1907r. opracowano wiele tanich technik pozwalających na masową produkcję różnorodnych, lekkich, wytrzymałych, obojętnych i odpornych na korozję tworzyw. Niestety społeczeństwo za późno przewidziało potrzebę czynienia odpowiednich kroków wobec wycofywanych z eksploatacji tworzyw sztucznych i zapobiegania wprowadzenia ich do środowiska morskiego. Obecnie, smutną konsekwencją jest zagrożenie dla fauny morskiej.

Poza tym miejmy świadomość, wzbogacając się w kolejne dobra materialne, że czas rozkładu śmieci w morzach i oceanach jest następujący:

Bilet autobusowy – 2 - 4 tygodnie

Wełniana skarpetka – 1 rok

Pomalowana deska – 13 lat

Puszka po konserwie – 100 lat

Puszka po piwie – 200 - 500 lat

Butelka z plastiku – 450 lat

Butelka ze szkła – nieoznaczalnie długo Podsumowując, udział w sympozjum był dla uczniów jednoznacznym przekazem. Jeszcze nie jest za późno – działajmy! Najbliższe wakacje nad naszym polskim Bałtykiem są do tego doskonałą okazją.

Romana Danak

Na stronie szóstej tego numeru Gońca Zabierzowskiego znajduje się kapitalny tekst Pani Profesor Hanny Czaji-Bogner. Autorka omawia w nim między innymi temat zagrożeń globalnych związanych z niszczeniem środowiska naturalnego naszej planety - lokalnie Polski - Krakowa. Ja, nawiązując do tego tekstu, chciałbym się skupić na terenie naszej gminy.

Przykładów działań na niekorzyść środowiska naturalnego jest oczywiście mnóstwo, ale teraz nasuwa mi się jedna sprawa, przy której chciałbym się na chwilę zatrzymać. W ciągu ostatnich miesięcy wycięto kilkanaście kilkudziesięcioletnich drzew stojących przy ulicy Na Skarpie w Rudawie. Podobno stały na terenie PKP i kolej „je sobie” wycięła. Kilkudziesięcioletnie topole. Oprócz tego orzech włoski, jabłoń, bzy, dzika róża, sumaki. A teren PKP to jakby nie nasza ziemia. Ano nie nasza, bo kolejowa. To samo PKP budując tory do Krzeszowic przecinające naszą gminę prawie na pół, zafundowało nam „berliński mur” w postaci dwustronnego płotu – ekranu akustycznego. Zastanawia mnie, gdzie znajdują się korytarze ekologiczne umożliwiające zwierzętom migrację z jednej strony płotu na drugą. Kwestię estetyki i wysokości płotu pozostawiam do oceny plastyków i akustyków.

Jeden z moich znajomych mieszkających w Szwajcarii obserwując wysokie ekrany akustyczne montowane, za pieniądze podróżnych w Polsce, poinformował mnie, że w Szwajcarii montuje się podobne, ale o wysokości około 1 m, czyli takiej jak koła pociągu. Naukowcy wyliczyli tam, że hałas tłumiony jest nie najgorzej a estetyka bez porównania lepsza. Można? Można, ale w Szwajcarii. W naszym kraju jak ocenia NIK budowa niepotrzebnych ekranów pochłonęła setki milionów złotych. Wzdłuż nowych dróg i torów kolejowych wyrastają mury gigantycznych ekranów akustycznych, czasem wznoszonych dosłownie na pustkowiu. Na takie nieuzasadnione stawianie ekranów wydaliśmy fortunę, którą można było przeznaczyć na budowę ciągle brakujących porządnych dróg.

Prezes PKP PLK Ireneusz Merchel potwierdza, że spółka zmienia swoje podejście do budowy ekranów przy modernizowanych liniach kolejowych. Rozpatrywane będą m.in. niskie ekrany tłumiące hałas z samego torowiska. W marcu br. na spotkaniu z dziennikarzami prezes potwierdził dążenie spółki do ograniczenia budowy ekranów podczas modernizacji linii kolejowych. – Ekrany należy budować tylko wtedy, gdy są niezbędne – podkreślił dodając, że mieszkańcy często obawiają się hałasu spowodowanego podniesieniem prędkości, ale nie wiedzą, że nowe torowiska lepiej tłumią hałas i drgania. Ekrany można zastąpić nowoczesnymi technologiami m.in. specjalnymi podkładkami tłumiącymi, montowanymi pod podkładami kolejowymi.

W 2015 roku w Polsce kolejarze wykarczowali 250 tys. drzew przy torach. Wszystko przez rozporządzenie, które nakazuje ciąć drzewa rosnące bliżej niż 15 metrów od torów. W połowie lipca wycięto w Krakowie około 30 drzew wzdłuż torów na linii Kraków Mydlniki - Gaj. Rok wcześniej krakowianie ze smutkiem patrzyli, jak pod topór idzie około 280 dorodnych okazów wzdłuż linii Kraków - Olsza - Łęg. Do podobnych wycinek dochodzi w całej Polsce. W ubiegłym roku wycięto ponad 2 tys. drzew na trasie Jelenia Góra - Szklarska Poręba. W tym roku wzdłuż Warszawskiej Kolei Dojazdowej kolejarze zamierzali wykarczować podobną ilość . W Trójmieście - kilkaset, a na Lubelszczyźnie

-prawie 3 tys., w tym cenne ponad 100-letnie sosny czarne. Zazwyczaj budzi to sprzeciw mieszkańców, dla których szpalery drzew rosnące wzdłuż torów to czasami ostatnie oazy zieleni. Tłumią hałas i zatrzymują kurz i pył unoszące się w powietrzu. Wycinane drzewa zastępowane są przez ekrany akustyczne. Sejm przyjął co prawda poprawkę umożliwiającą odstępstwo od wycinania drzew przy torach, ale nie jest ona stosowana. W naszym kraju w dalszym ciągu zbyt łatwo wycina się drzewa. A na ich miejsce stawia mury ekranów ochronnych. Żyjemy w kraju grodzonym ekranami wszerz i wzdłuż. Nikt się nas, zgodnie z prawem nie pyta czy nam to odpowiada, czy nie.

W tym miejscu można cytując słowa z artykułu Pani Profesor, zadać pytanie „A gdzie w tym wszystkim Ty, Szary Człowiecze?”

Andrzej Bukowczan

Często podczas szkoleń zadaję uczestnikom pytanie: „proszę wymieńcie trzy rodzaje sygnalizacji, z których najczęściej korzystacie prowadząc pojazd”. Większość wymienia: zielone, żółte oraz czerwone. Temat oczywiście jest bardziej skomplikowany. Ustawa o sygnałach mówi o sygnalizatorze np. S1 (niekierunkowe),S2 (strzałka warunkowa), S3 (kierunkowe). Ten podział i świadomość różnic ma fundamentalne znaczenie gdy kierujący bezpiecznie przejeżdżają przez skrzyżowania kierowane. Niemniej jednak, zacznijmy od samych kolorów, ponieważ i tutaj pojawiają się pewne nieścisłości. Kolor zielony sygnalizatora S1 oznacza, że można wjechać za sygnalizator, ale w momencie kiedy jest miejsce na kontynuowanie jazdy. Zapis ten ma niezwykle duże znaczenie w korkach i jest często ignorowany. Wielu kierujących wjeżdża na środek skrzyżowania, argumentując to tym, że przecież „miałem zielone”, blokując ruch dla ruchu poprzecznego po zmianie sygnalizatora. Kolor żółty oznacza, zakaz wjazdu za sygnalizator, chyba, że w chwili zapalenia się tego sygnału pojazd znajduje się tak blisko sygnalizatora, że nie może być zatrzymany przed nim bez gwałtownego hamowania. Niestety, w praktyce dla wielu kierujących oznacza to tylko tyle, że zaraz zapali się czerwone i często przyspiesza, aby zdążyć przed zmianą sygnalizatora. W skutek tego wjeżdża z jeszcze większą prędkością na skrzyżowanie doprowadzając nierzadko do kolizji lub wypadku.

moto

Wróćmy teraz do podziału S1,S2,S3. Pierwszy sygnalizator niekierunkowy to w nomenklaturze instruktorów tzw. kolizyjny ponieważ podczas zmiany kierunku jazdy na skrzyżowaniu wyposażonych w ten sygnalizator jest możliwość wystąpienia kolizji z innym uczestnikiem ruchu. Konkretnie, podczas skrętu w prawo kierujący musi zwrócić uwagę na pieszych, rowerzystów oraz tramwaj, którzy w tym samym czasie mają również nadawany sygnał zielony. Największe zagrożenie dotyczy w tej sytuacji oczywiście niechronionych uczestników ruchu, pieszych i rowerzystów. Wielu kierujących podczas skrętu w prawo zapomina, że musi bezwzględnie obserwować prawą stronę i nawet widząc pieszego zbliżającego się do przejścia powinien ustąpić mu pierwszeństwa. Podczas skrętu w lewo dodatkowo musi ustąpić pierwszeństwa przejazdu wszystkim nadjeżdżającym z przeciwka.

Podobny problem jest z sygnalizatorem S2 (strzałka warunkowa). Przepisy wyraźnie mówią o obowiązku zatrzymania się przed sygnalizatorem. W praktyce przed przejściem, na którym ruch dla pieszych bardzo często jest otwarty. Większość kierujących nie zwraca uwagi na przejście i zatrzymuje się podczas skrętu w prawo na strzałce warunkowej dopiero przed skrzyżowaniem w celu ustąpienia pierwszeństwa nadjeżdżającym z lewej strony. W konsekwencji dochodzi często do potrąceń pieszych i rowerzystów. Z kolei sygnalizator S3 (kierunkowy), daje sygnał kierującemu, że zielona strzałka nadaje mu ruch bezkolizyjny we wskazanym kierunku. W praktyce, kierujący powinien z odpowiednią dynamiką pokonać skrzyżowanie, różną od dynamiki przy skręcie w lewo na skrzyżowaniu z sygnalizatorem S1. Najczęstszy problem to próba wykonania manewru zawracania na strzałce kierunkowej S3 w lewo. Manewr ten jest zabroniony. Co ciekawe, na strzałce warunkowej w lewo zawracać wolno.

Jerzy Smagała - Instruktor nauki jazdy w szkole Autofart, Instruktor techniki jazdyw Motopark Kraków, Rajdowy Mistrz Pucharu Peugeota

Święto Szkoły to ważny dzień w życiu całej rząsieckiej społeczności szkolnej, bo wtedy wspominamy naszą patronkę - Wandę Rutkiewicz. W tym roku, dokładnie 25 maja, mija 27 lat, odkąd do kraju doszła wiadomość, że zaginęła w Himalajach, podczas ataku szczytowego na swój dziewiąty ośmiotysięcznik. Do dziś uznawana jest za jedną z najwybitniejszych polskich sportsmenek, a zarazem jedną z najznamienitszych osobowości w dziejach światowego alpinizmu. To jedna z nielicznych Polek, których nazwiska pojawiły się na czołowych stronach gazet światowych.

20 maja na Rynku w Zabierzowie minister Andrzej Adamczyk ogłosił przetarg na projekt obwodnicy Zabierzowa. W obecności wójt Elżbiety Burtan, wicemarszałka Łukasza Smółki, starosty Wojciecha Pałki oraz dyrektora krakowskiego Oddziału GDDKiA uroczyście ogłoszono tak ważny krok dla budowy tej strategicznej inwestycji dla gminy Zabierzów oraz całego regionu.

Przekorną i przewrotną istotą jest człowiek. Co więcej, w dążeniu do szczęścia człowiek potrafi posuwać się do nieprawdopodobnie głupich zachowań, które z jednej strony wiele go kosztują, z drugiej często po pewnym czasie odbijają się bolesną czkawką. Spójrzmy na małżeństwo na przykład. On znajduje ją. Ona znajduje jego. Jakieś cechy tej drugiej osoby sprawiają, że wie się, że to właśnie ona. Taka, jaka jest. Wspaniała, cudowna, taka, bez której nie potrafimy sobie wyobrazić dalszego życia, i taka, której nieobecność powoduje tęsknotę, ból, poczucie pustki. Słowem: IDEAŁ. Jak już się ten ideał spotka, pozna i zdobędzie, następuje początek końca, czyli ślub. I tu zaczyna się niezła polka. No bo jeżeli już znaleźliśmy ideał, to należałoby zrobić wszystko, żeby ten ideał się nie zmienił. A tymczasem co robimy? Postanawiamy ideał poprawić: zmiana stylu ubierania, fryzury, sposobu spędzania wolnego czasu, wpływanie na poglądy polityczne i społeczne, zmiany, zmiany, zmiany… I nagle okazuje się, że zakochałam się w cudownym człowieku, spędzam z nim życie i … on jest jakiś taki nie bardzo do życia. Był najwspanialszy na świecie, ale to było kiedyś. A teraz ten człowiek jest jakiś taki inny. Chciałam go poprawić, uszlachetnić, i zrobiłam to, a teraz mam jakiegoś typka u boku, w którym wyjątkowości za grosz. Jakiś taki typowy, przewidywalny i wręcz banalny się zrobił. Znacie to? Znacie. Każdy to zna. Jeżeli nie z autopsji, to z obserwacji innych. A teraz spójrzmy na to z nieco innej perspektywy. Wiele osób mieszkających w Rudawie to tzw. ludność napływowa. Również ja i moja rodzina. Nie urodziliśmy się tu. Nikt z naszej rodziny tu nie mieszkał, nikogo tu nie znaliśmy, a jednak wybraliśmy to miejsce na ziemi. Doskwierał nam pośpiech Krakowa. Męczył jego beton i brak powietrza. Brak przestrzeni. Gęsta zabudowa. Nakazy, zakazy, regulowana absolutnie każda dziedzina życia – od segregacji śmieci, przez pasy dla pieszych na naszym, wcale nie tak ruchliwym, osiedlu mieszkaniowym, po wyznaczone miejsca, w które można było chodzić na spacery z psem. Konieczność wyprowadzania tego psa zawsze na smyczy. Wszechobecny pośpiech i ingerencja w prawie każdą naszą osobistą sprawę. Ergo: uciekliśmy do raju na ziemi, który sami sobie wybraliśmy. Nasza Ziemia Obiecana – Rudawa. Wieś na tyle blisko Krakowa, że spokojnie można do niego codziennie jeździć do pracy, czy do szkoły. Zieleń, spokój, brak pośpiechu, las widziany z okien. Stosunkowo rzadka zabudowa. Spędzanie czasu przez sposób przez siebie wybrany na własnej działce. Możliwość chodzenia z psem, gdzie się chce. Kontener na śmieci przy domu. Brak wielkiego ruchu samochodowego we wsi… No, po prostu raj. Takich jak my jest w Rudawie wielu. Dobrze nam w tym naszym Kanaan. Ale nagle ktoś zauważa „Hola, ale tu nie ma chodników. A w każdym razie nie na każdej ulicy.”. Inny doda „A przy szkole nie ma świateł dla pieszych”. Na przydrożnych słupach pojawiają się tabliczki informujące o tym, że tu się bawią dzieci (na drodze?!), więc żeby nie pozwalać swoim psom się tu załatwiać. Betonujemy rzekę. Zabudowujemy tereny zalewowe. Zagęszczamy zabudowę (w końcu działka o powierzchni 4 arów to też działka). Już nie widać lasu z okien. Ktoś (niekoniecznie przyjezdny) zauważa, że już dawno temu obiecywany był remont Rynku, więc remontujemy Rynek. Likwidujemy swojski wiejski parking, w jego miejsce dajemy piękną kostkę brukową, trzy ławeczki w pełnym słońcu i dwa minikwietniki. Zaciekle o to walcząc, stwarzamy jakąś dziwną miniaturę miasta, z którego dobrowolnie uciekliśmy. Chyba nie chcemy widzieć tego, że to jest namiastka, że to jest ładne, ale w tym nie ma prawdziwości. I tylko Marcin B. z Radwanowic powie do swojej mamy: „Bardzo źle robicie, wszystko brukując. Zobaczysz, że następne pokolenie, jak już będzie mogło decydować, to pierwsze co zrobi, to zerwie te bruki i przywróci tu zieleń. Bo to jest wieś!” I ten Marcin ma rację. To jest wieś i ta wiejskość stanowi jej siłę. Nie sygnalizacja świetlna i pasy dla pieszych co krok. Nie bruk na Rynku. Przestrzeń i zieleń, które stąd pomału acz skutecznie rugujemy. Na siłę chcemy poprawić to, co jest dobre. Więc psujemy ideał. Ale mamy piękną namiastkę. No właśnie. Namiastkę. Ciekawe, czy i kiedy na Rynku w Rudawie pojawi się strefa płatnego parkowania?

Gabriela Kucharska

„Suchy kwiecień, mokry maj, będzie żyto jako gaj”. Tak mówi ludowe przysłowie. A przysłowia są mądrością narodu. Jeszcze do niedawna w większości się sprawdzały. Dlaczego? Bo są oparte na wieloletnich, nawet kilkusetletnich obserwacjach natury i na wnioskach z tej obserwacji wynikających.

Niestety, teraz spełniają się coraz rzadziej. Wszyscy to zauważamy. Dlaczego tak się dzieje? Na ogół nie zastanawiamy się nad tym i powtarzamy słowa jednej z celebrytek: „Sorry, taki mamy klimat”. Wydawałoby się, że nie mamy wpływu na klimat, na tak zwane siły przyrody. Czy na pewno?

Od dłuższego już czasu wśród mieszkańców naszej planety coraz większa jest świadomość tego, co robimy z naszą Matką Ziemią. Zaczynamy sobie zdawać sprawę z przyczyn coraz częściej występujących kataklizmów: pożogi, huragany, susze, powodzie, osunięcia ziemi, lawiny błotne. Jeszcze do niedawna wszystkie te zjawiska znane nam były raczej z informacji w mediach, niż z autopsji. Teraz? Dotyka nas to bezpośrednio. Zapracowaliśmy na to solennie. Wycinamy lasy, które stanowią naturalną ochronę przed erozją gleby, wichurami i skutkami nawałnic, chłonąc wodę deszczową. Bezdrzewne, nagie stoki szybko ulegają erozji. Wtedy wystarczy dłuższa, lub nawet tylko kilkugodzinna, intensywna ulewa i wszystko płynie w dół, nierzadko razem z zabudowaniami.

Betonujemy nasz kraj, jak długi i szeroki. Chcemy mieć czyste, piękne obejścia, więc wykładamy je kolorową kostką. I bardzo dobrze, człowiek ma prawo do komfortu, dobrego samopoczucia i zorganizowania sobie własnego podwórka tak, jak mu się podoba. Przydaje to też uroku miejscowości, bo porządek, czystość i estetyka zawsze cieszą oko, nie tylko właścicieli, ale też przypadkowych obserwatorów czy turystów. Jednak, jak zwykle, są dwie strony medalu. Ta druga, gorsza strona, to brak możliwości wchłaniania wody opadowej. Nie przeniknie ona przez asfalt, beton czy szczelnie ułożoną kostkę. Spływa do wyregulowanych rzeczułek i rzek, nie pozostawając w glebie. Jest to jedna z wielu przyczyn zarówno powodzi jak i długotrwałych okresów suszy, obniżania się poziomu wód gruntowych i coraz mniejszych zasobów wody. Wycięte drzewa nie osłonią przed huraganem.

Cóż, człowiek jest kowalem własnego losu. I tak powoli, powoli, jednak systematycznie, wykuwamy sobie to, na co zasłużyliśmy. Po-myślmy, co mogłoby się zdarzyć, gdybyśmy większość łąk, pól pokryli asfaltem, betonem czy wybrukowali? Armagedon.

Walczymy ze smogiem, starając się ograniczać ruch samochodowy, wymieniamy piece na nowoczesne i ekologiczne, zabraniamy spalania węgla i drewna, a równocześnie zabudowujemy każdy skrawek wolnej przestrzeni w miastach, nie zastanawiając się, jak to miasto będzie przewietrzane. Przykład – Kraków. Nie muszę nic więcej dodawać. Jak jest, każdy widzi i odczuwa, niestety.

Nie jestem specjalistką w zakresie ochrony środowiska i przedstawiam tu tylko moje własne przemyślenia co do niektórych przyczyn niepokojących nas zjawisk. Coraz częściej przeraża mnie myśl, do czego dąży ludzkość, próbując zapanować nad Naturą, czy też ją zmieniać. Jak daleko może się posunąć ludzka ingerencja w prawa natury? Nie wystarcza już nam, że coraz częściej ludzi zastępują roboty. Rodzi się coraz więcej dzieci „z probówki”, wiele laboratoriów pracuje nad „udoskonaleniem” człowieka poprzez mutacje genetyczne. Ogromna część ludzkości żyje w wirtualnym świecie. Coraz intensywniej pracuje się nad stworzeniem sztucznej inteligencji. Oczywiście, nie ulega wątpliwości, że wszystko ma swoje dobre i złe strony. Od nas zależy, w jaki sposób wykorzystamy naszą coraz szerszą i stale doskonaloną wiedzę oraz instrumenty, które pomagają tę wiedzę wykorzystać w praktyce.

Rozważając wszystkie te sprawy myślę sobie: sztuczna prokreacja --- sztuczna inteligencja --- sztuczny człowiek? --- sztuczny Świat?

A gdzie w tym wszystkim Ty, Szary Człowiecze?

Dla mnie horror. A dla Was?

Hanna Czaja-Bogner

Małopolskie Święto Pstrąga to wydarzenie, które na stałe wpisało się w kalendarz imprez Małopolski. Wzorem lat ubiegłych, 11 maja Gospodarstwo Rybackie w Dolinie Będkowskiej przygotowało fiestę rodzinną z pstrągiem. Organizatorami wydarzenia byli: Stowarzyszenie Homini et Terrae, Gospodarstwo Rybackie Dolina Będkowska, Jurajska Izba Gospodarcza oraz Samorządowe Centrum Kultury i Promocji Gminy Zabierzów. Święto Pstrąga przyciągnęło do doliny wiele osób, które już od godziny 11,00 degustowały przysmaki kuchni regionalnej, brały udział w konkursach i pokazach. Podczas imprezy ogłoszono wyniki konkursu plastycznego pt. „Portret pstrąga – dla mnie bomba”, zorganizowanego przez Stowarzyszenie Homini et Terrae. Spośród 165 nadesłanych prac przyznano nagrody w trzech kategoriach. Nagrodzonych zostało 9 uczniów ze szkół podstawowych w Nielepicach, Rząsce i Rudawie. Szkoły które reprezentowali, otrzymały okazałe puchary okolicznościowe.

Samorządowe Centrum Kultury i Promocji Gminy Zabierzów zapewniło atrakcje najmłodszym uczestnikom zabawy. Przygotowane na tę okazję warsztaty plastyczne pt. „Ryba w kolorach” cieszyły się dużą popularnością odwiedzających. Ochotnicza Straż Pożarna z Kobylan prezentowała sprzęt gaśniczy. Na scenie prezentowały swoje programy artystyczne Kluby Seniora i Koła Gospodyń Wiejskich.

Na zaproszenie organizatorów odpowiedziały Koła Gospodyń Wiejskich oraz organizacje z gmin Zabierzów, Liszki, Jerzmanowice-Przeginia i Wielka Wieś, które przygotowały stoiska z regionalnymi przysmakami. Na stołach znalazły się słodkie wypieki, pasztety, zapiekanki oraz pstrąg na wiele sposobów. Odbył się tradycyjny konkurs kulinarny na najlepszą potrawę z pstrąga. W rywalizacji wzięły udział Koła Gospodyń Wiejskich z Brzezinki, Łaz, Szczyglic, Kryspinowa i Rudawy a także Kluby Seniora z Ujazdu, Brzoskwini, Kobylan i Zabierzowa oraz Fundacja „Mój Sen” z Wielkiej Wsi.

Oceny dokonało Jury w osobach: Elżbieta Burtan wójt Gminy Zabierzów, Alicja Wójcik przewodnicząca Rady Powiatu Krakowskiego, Krzysztof Wołos wójt Gminy Wielka Wieś, Karol Tucharz zastępca wójta Gminy Wielka Wieś, Aleksandra Małek dyrektor SCKiPGZ, Gabriela Kucharska dziennikarka i blogerka, Artur Półtorak ekspert z ramienia JIG oraz Bartłomiej Szczoczarz właściciel gospodarstwa rybackiego Dolina Będkowska. Koordynatorem imprezy był Jerzy Gołębiowski, prezes stowarzyszenia Homini et Terrae.

Laureatkami głównych nagród zostały panie z Klubu Seniora w Kobylanach, KGW w Rudawie i KGW Kryspinianki. Wszyscy uczestnicy otrzymali pamiątkowe dyplomy, puchary, oraz upominki.

Nagrody w konkursie ufundowali Marszałek Województwa Małopolskiego, Wójt Gminy Zabierzów, Wójt Gminy Wielka Wieś oraz Starosta Krakowski. Impreza odbyła się przy wsparciu finansowym Województwa Małopolskiego, Powiatu Krakowskiego, Gminy Wielka Wieś i Gminy Zabierzów.

Serdecznie dziękujemy wszystkim uczestnikom oraz gościom za udział w imprezie. Szczególne podziękowania składamy Bartłomiejowi Szczoczarzowi właścicielowi Gospodarstwa Rybackiego oraz strażakom z OSP Kobylany.

pstrag

11 maja KKS „Jura Moto Sport”, Gospodarstwo Rybackie „Dolina Będkowska” oraz Stowarzyszenie Homini et Terrae zorganizowały imprezę sportowo-rekreacyjną o charakterze rodzinnego rajdu rowerowego. O godzinie 11:00 ponad trzystu uczestników w wieku od 1,5 roku do 86 lat wystartowało z terenu gospodarstwa rybackiego w Dolinie Będkowskiej aby pokonać liczącą 16 kilometrów trasę rajdu. Prowadziła ona drogami asfaltowymi i duktami leśnymi przez Dolinę Będkowską do Łaz i z powrotem do gospodarstwa rybackiego. Nie obowiązywały na niej limity czasowe jak i limity wiekowe uczestników. Do udziału zaproszono całe rodziny. Wszyscy zawodnicy otrzymali numery startowe, mapki, dyplomy okolicznościowe oraz napoje. Na mecie częstowani byli przekąskami. Najmłodsi brali udział w konkursach graficznych, grach i quizach o tematyce dotyczącej zanieczyszczenia środowiska oraz antysmogowej, organizowanych przez Samorządowe Centrum Kultury i Promocji oraz Wydział Ochrony Środowiska Urzędu Gminy Zabierzów.

familiada

od zmierzchu.jpg