• alles.jpg
  • alux.jpg
  • colorex.jpg
  • familia.jpg
  • gs.jpg
  • kozbial.jpg
  • kubaty.jpg
  • lyko.jpg
  • parkiet.jpg
  • rowery.jpg
  • salazabaw.jpg
  • serczyk.jpg
  • serwis.jpg
  • skot.jpg
  • wwm.jpg
  • zulla.jpg

Reklama

  • baranex.jpg
  • bistro.jpg
  • edukator.jpg
  • gawin.jpg
  • geo.jpg
  • grafixdruk.jpg
  • kacper.jpg
  • kanczura.jpg
  • kruk.jpg
  • melba.jpg
  • mirex.jpg
  • nettrading.jpg
  • rrreklama.jpg
  • weterynarz.jpg

Numer 02/2019

Jak co roku gminny sztab Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy zorganizowany był w Samorządowym Centrum Kultury i Promocji Gminy Zabierzów. Łącznie na zakup sprzętu dla specjalistycznych szpitali dziecięcych udało się zebrać 50 393,38 zł. Dziękujemy wolontariuszom, darczyńcom oraz wszystkim osobom zaangażowanym w organizację tego wspaniałego wydarzenia. Wolontariusze kwestowali od rana na terenie całej gminy, a od południa trwał finał w siedzibie SCKIPGZ, gdzie przy wejściu można było zakupić cegiełkę i wylosować nagrody ufundowane przez sponsorów. Przygotowano wiele atrakcji dla wszystkich grających z WOŚP. Dużym zainteresowaniem cieszyła się „Kawiarenka Babuni”, a w niej słodkości przygotowane przez Klub Seniora z Brzezinki oraz pracowników SCKiPGZ. Odbył się też kiermasz rękodzieła na którym sprzedawano ceramiczne prace wykonane przez członków stowarzyszenia „Ceramika bez granic” i instruktorów oraz uczestników zajęć ceramicznych w zabierzowskim Centrum Kultury. Odbyła się też akcja „Podziel się książką”, przygotowana przez Gminną Bibliotekę Publiczną w Zabierzowie, podczas której można było za symboliczne kwoty zdobyć wspaniałe książki. W Strefie Malucha zorganizowano kącik zabaw dla najmłodszych. Całkowity dochód z wszystkich przeprowadzonych akcji został przeznaczony na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy.

Gminny finał WOŚP w Samorządowym Centrum Kultury uświetniły występami grupy artystyczne z całej gminy: zespół Jarosze z Brzezinki, szkoła tańca Frygi-Drygi, klub seniora Dolce Vita z Bolechowic, grupa taneczna Tanecznice z Zabierzowa, Kabaret Nieformalna Grupa mieszkanek Aleksandrowic „Aktywne Tropicielki” oraz Finesis Trio – w składzie Katarzyna Puch (sopran), Małgorzata Włodarczyk (gitara) Paulina Tkaczyk (fortepian) i Aleksandra Szota-Prószyńska (skrzypce). Podczas Finału WOŚP można było pozyskać Informator Seniora Gminy Zabierzów, który został zainicjowany przez Seniorów z Klubu Seniora Dolce Vita z Bolechowic, a realizowany był w ramach projektu Fundacji Lis „Seniorzy Liderem Zmiany”, finansowanego ze środków Rządowego Programu ASOS.

Tekst: W. Wojtaszek, zdjęcia: SCKIPGZ

Minęły kolejne święta, minął kolejny rok. Taki przedświąteczny i świąteczny czas przynosi zawsze jakieś wspomnienia, przemyślenia, plany na przyszłość. To czas refleksji i zadumy, a zarazem czas radości i oczekiwania. Tak, z pewnością radości. Czym innym cieszą się dzieci, czym innym rodzice, dziadkowie – ogólnie rzecz biorąc – dorośli.

Dzieciaki najbardziej cieszą się z prezentów. Czekają na nie już od początku grudnia. Bo przecież przyjdzie Mikołaj! No i przychodzi. Ale czy to jest Mikołaj, ten Św. Mikołaj, święty z Bari, który pomagał ubogim i potrzebującym? Od którego wywodzi się tradycja obdarowywania prezentami w dniu jego imienin? Nie, to nie on. Co się z nim stało? Dlaczego zamienił się w ubranego na czerwono krasnala z brodą? Pokrzykuje dziarsko: ho, ho, ho!!! i rozdaje prezenty. Mnie tylko prezenty przypominają o tej wspaniałej, polskiej tradycji, gdy nocą do dzieci przychodził Św. Mikołaj. I jak to święty – mógł przenikać przez ściany, drzwi, okna, cichutko, aby nikogo nie zbudzić. A jeśli udało się go zobaczyć, to był odziany jak biskupowi przystało – w biskupie szaty, z tiarą na głowie i pastorałem w ręce. I też jako święty mógł o wiele szybciej i sprawniej odwiedzić równocześnie wszystkie dzieci na całym świecie – w jedną, jedyną noc. A teraz? Ten czerwony Mikołaj, wypisz-wymaluj rosyjski „Died Moroz” albo amerykański „Santa Claus” potrzebuje na to czasu od 6 grudnia do końca roku! Bo zjawia się też w Wigilię, zostawiając podarki pod choinką. Dawniej w Wigilię przychodził Aniołek, przychodziła Gwiazdka lub Gwiazdor (zależnie od regionu kraju), ale nie Św. Mikołaj!

Zatraciliśmy magię oczekiwania na te wydarzenia, zapomnieliśmy

o Św. Mikołaju, o Aniołku. Czerwono w oczach się robi na widok tych tłumów Mikołajów, wszechobecnych na ulicach, w galeriach i gdzie tylko można. A przecież było tak pięknie i tajemniczo, kiedy 6 grudnia w domu pojawiał się Św. Mikołaj, często w towarzystwie anioła i diabła, dobry, uśmiechnięty święty. A później z zapartym tchem nasłuchiwało się podczas wieczerzy wigilijnej jakichś szmerów z pokoju, w którym stała choinka. Czy Aniołek już przyszedł? Taka to była nasza piękna tradycja. Zaniknęła zupełnie. Czyżbyśmy się jej wstydzili? Czy nie umiemy zachować swojej odrębności? Już dawno przekonaliśmy się, że „urawniłowka” nie służy niczemu dobremu. Mimo to z uporem maniaka staramy się upodobnić do innych, zginąć w tej masie zwyczajów, jednakowych na każdym kroku, nie pamiętając, że to, co nas w dobrym sensie odznacza od innych, może nam przynieść korzyści. Przykład? „Swojskie” wyroby, z których możemy być dumni i są poszukiwane w Europie i poza nią. Na tym polu stajemy się rozpoznawalni. Postarajmy się więc zachować i przekazywać nasze tradycje i piękne polskie zwyczaje. Bądźmy też i pod tym względem rozpoznawalni, niepowtarzalni. I tego Wam, Drodzy Czytelnicy, i sobie, na Nowy Rok życzę.

Hanna Czaja-Bogner

droga do sukcesuLeon Gniadek, który jest obecnie uczniem klasy III Gimnazjum im. W. Rutkiewicz w Rząsce, 7 grudnia 2018 roku otrzymał nominację Polskiego Związku Żeglarskiego do Kadry Narodowej Juniorów na sezon 2019 w klasie Laser 4.7. Pływać na żaglówkach zaczął w wieku 10 lat. Do tego sportu zachęcił go jego tata, który, będąc dzieckiem, pływał w Lubinie, na Zalewie Małomickim i tam trenował. Pasja w nim tkwiła zawsze i chciał zaszczepić ją również synowi. Kiedy przeprowadzili się do Krakowa, znaleźli klub żeglarski „Horn Kraków” i tym razem to Leon miał rozpocząć przygodę z żeglarstwem. Na początku nie podobało mu się to, jednak po jakimś czasie bardziej zainteresował się żeglowaniem. Szybko też okazało się, że ma do tego talent. Po dwóch pierwszych miesiącach treningów już wygrał swoje pierwsze zawody, konkurując z osobami z większym doświadczeniem. To były zawody na zalewie Bagry Wielkie o Puchar Prezydenta Miasta Krakowa. Ten tytuł obronił już trzy razy. Przez pierwsze dwa lata przechodził treningi pięć razy w tygodniu. Po-tem zaczął brać udział w „Regatach Podwórkowych”. Pięć lat temu pierwszy raz wziął udział w „Regatach Ekologicznych”. Wtedy to zajął drugie miejsce. Były również eliminacje na Mistrzostwa Świata i Europy w Zatoce Puckiej, Ogólnopolska Olimpiada Młodzieży w Gdyni.


Z biegiem czasu stawał się coraz lepszy. Został zakwalifikowany do kadry Małopolski. Później przeszedł do grupy „A”, która zrzesza najlepszych. W II klasie gimnazjum zaczął pływać na większej łódce i jeździć na ważniejsze regaty do Hiszpanii, Włoch, Grecji. Dobre wyniki na zagranicznych zawodach sprawiły, że był szósty w Polsce. Najważniejsze osiągnięcia Leona to: 3 razy pod rząd „Mistrz Małopolski” w Otwartych Mistrzostwach Małopolski w klasie Laser 4,7; V miejsce w Pucharze Polsk i Centralnej; II miejsce w Pucharze Śląska; I miejsce w Pucharze Dąbrowy Górniczej. Teraz przyszedł czas na Kadrę Narodową.

Leon tak opowiada o swojej pasji: „W sezonie od kwietnia do października chodzę do kl ubu 3 do 4 razy w tygodniu. Treningi trwają 4 godziny: 2 godziny na sali i 2 na wodzie. W sezonie od listopada do marca klub organizuje wyjazdy do Hiszpanii. Pływamy po morzu około 7 godzin dziennie. W domu również ćwiczę fizycznie. Muszę dbać o formę. Poza tym muszę uczyć się teorii. Wbrew pozorom jest ona bardzo ważna. Trzeba wiedzieć jak zachować się w określonych sytuacjach. Jadąc na regaty biorę ze sobą książki. W wolnym czasie uczę się z nich. Staram się również na bieżąco dowiadywać, co się dzieje w szkole.”

Jak wyglądają takie regaty? „Przede wszystkim w regatach obowiązują zasady, przepisy, których łamanie może doprowadzić do dyskwalifikacji. Ważne są ustawienia flag (to taki język żeglarski). Ale najistotniejszy w całym wyścigu jest dobry start, od niego zależy końcowy wynik, on daje szansę na wygraną. (I tu zaczyna się dokładny opis zawierający szereg profesjonalnego słownictwa typu: trzeba płynąć z czystym wiatrem, halsówka, kurs wolny czyli pełny, okrążyć jedną z dwóch bojek, następnie bagsztag, layline, stożek, icki, szoty, rozprze itd. - zwykłemu laikowi trudno to wszystko powtórzyć, a co dopiero zapamiętać). Taki wyścig trwa około 1 godzinę, a jest ich 4 dziennie przez 5 dni. To bardzo wysiłkowy sport, trzeba przed wyścigiem dużo myśleć o taktyce, wiele podporządkować pod wiejący wiatr, gdyż wtedy trzeba balastować, żeby łódka nie była przechylona na zawietrzną, bo to się wiąże ze stratami prędkości i ostrości…”

Zatem życzymy samych pomyślnych wiatrów i trzymamy kciuki.

Przemysław Biel, Ewelina Trzaska

Jak co roku mieliśmy przyjemność gościć dziadków i rodziców naszych przedszkolaków na przygotowanym dla nich przedstawieniu i małym przyjęciu. Dzieci śpiewały piosenki i recytowały wierszyki, a na koniec zaprosiły Babcie i Dziadków do wspólnego tańca według choreografii przygotowanej do utworu Urszuli Dudziak „Papaya” . Cała sala tańczyła i było dużo śmiechu i radości. Po przedstawieniu przedszkolaki rozdały prezenty. Były to kalendarze, wydrukowane przez nas na czerwonym kartonie i udekorowane rysunkami wykonanymi własnoręcznie przez dzieci pastelami. Rozdawaniu prezentów jak zawsze towarzyszyły życzenia, uśmiechy i całusy. Na zakończenie uroczystości goście spędzili wspólnie czas na rozmowach przy kawie, herbacie i ciastkach. Ta i wiele innych uroczyśctości towarzyszą naszym przedszkolakom na co dzień.

dzienbabcidziadka


„Zaczarowany Ołówek” to przyjazne, kameralne przedszkole, oferująca Państwa dzieciom możliwość pełnego i wszechstronnego rozwoju w ciepłej 

Zachęcamy do bliższego zapoznania się z nasza ofertą na stronie www.zaczarowany.com. Zdjęcia z zajęć i warsztatów plastycznych można zobaczyć także na naszym profilu na Facebooku: Przedszkole „Zaczarowany Ołówek”.i serdecznej atmosferze, pod opieką profesjonalnej kadry pedagogicznej. Oferta edukacyjna obejmuje realizację postawy programowej MEN oraz zajęcia dodatkowe: rytmikę, judo, język angielski i zajęcia z logopedą oraz psychologiem dziecięcym. Jako jedyna placówka oferujemy co tydzień autorskie warsztaty plastyczne, prowadzone przez magistra edukacji artystycznej według własnego programu, stworzonego specjalnie dla najmłodszych dzieci. Nasi wychowankowie regularnie uczestniczą w zajęciach literackich, plastycznych i edukacyjnych dla przedszkolaków, oraz w licznych konkursach. Organizujemy wycieczki na przedstawienia teatru „Groteska” oraz Teatru Ludowego, a także zwiedzanie Krakowa pod kierunkiem przewodnika. W ciągu roku szkolnym dzieci próbują swoich sił jako aktorzy podczas przedstawień i uczestniczą w licznych zajęciach tematycznych, spotkaniach z ciekawymi ludźmi i warsztatach.

„Zaczarowany Ołówek" mieści się w spokojnej i zielonej okolicy, z dogodnym dojazdem. Tuż przy budynku znajduje się duży, monitorowany plac zabaw. Serdecznie zapraszamy do odwiedzenia przedszkola przy ulicy Orlich Gniazd 30 w Giebułtowie.

Kontakt: tel. 509 437 835, e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Każdy ma wpływ na to, w jakim środowisku żyje, jak może dbać o swój kawałek świata i wreszcie – jak dbać o siebie. Każdy może być opiekunem świata, a z czasem i ekspertem na szóstkę! Dbajmy o siebie i innych – troszczmy się o świat, tam gdzie jest nasz dom, więc zaparszamy do udziału w: III Edycji Gminnego Konkursu Ekologicznego „SMOG – ZMIEŃMY TO”. 

A oto HARMONOGRAM, czyli to co się będzie działo:

smog terminy

motoProwadzący pojazd w okresie zimowym musi być przygotowany na jazdę na kilku różnych rodzajach nawierzchni. Pierwszym przykładem jest droga pokryta grubą warstwą świeżego śniegu. Wielu kierujących boi się białego „puchu” na drogach i bardzo często panikuje. Natomiast taka droga jest przyczepna i popularna np. w krajach skandynawskich, gdzie drogi nie są posypywane solą. Bardziej niebezpieczną nawierzchnią jest droga pokryta warstwą ubitego śniegu, bo jest zdecydowanie mniej przyczepna od powyższego przykładu. Kierujący musi się spodziewać miejscami oblodzenia. Kolejna nawierzchnia bardzo popularna w naszych polskich warunkach to droga pokryta błotem pośniegowym -bardzo śliska i zdradliwa. Błoto pośniegowe jest zdecydowanie bardziej niebezpieczne niż biały świeży śnieg. Kolejny przykład to droga z koleinami śniegowymi, przyczepna tylko w koleinach. Najważniejsza zasada podczas jazdy tym rodzajem nawierzchni to utrzymanie się w koleinach. Kierujący musi się spodziewać utrudnień chcąc wyjechać z koleiny np. przy zmianie pasa. Wtedy może dojść do destabilizacji samochodu i poślizgu najczęściej nadsterownego. Planując wyjeżdżanie z kolejny należy zdecydowanie zredukować prędkość i pewnie trzymać kierownicę. Inny przykład to droga czarna t.z czarny lód . Wielu kierujących widząc brak śniegu i błota pośniegowego przecenia przyczepność nawierzchni i to właśnie na takiej drodze dochodzi często to utraty panowania nad samochodem. Jeżeli kierowca nie jest pewny jak przyczepna jest nawierzchnia, po której się porusza, warto w bezpiecznych warunkach mocno przyhamować i w ten sposób ocenić ją. Kolejną ważna kwestią poruszania się w okresie zimowym jest, problem zjeżdżania na pobocza podczas mijania się z innymi kierującymi na wąskich drogach. Należy pamiętać, że pobocze z dużą ilością śniegu potrafi „wciągać” do tego stopnia, że pojazd kompletnie się „zakopie”. Kiedy kierujący nie będzie mógł wyjechać z głębokiego śniegu, należy używać techniki kołyski - do przodu do tyłu. Warto wyłączyć w takiej sytuacji system kontroli trakcji. Pamiętajmy jednak że, podczas prób ruszania bez tego systemu nie należy powodować zbyt dużego „buksowania”, bo pod kołem „buksującym” powstanie lód i kompletnie unieruchomi to pojazd. W samochodach z napędem na jedną oś, bez blokady mechanizmu różnicowego, wystarczy, że jedno koło będzie się ślizgało i samochód będzie unieruchomiony. Na koniec pa-miętajmy o podstawowych zasadach już omawianych w poprzednich artykułach. Kierujący, aby nie zrywać przyczepności musi pamiętać, żeby zdecydowanie płynniej operować kołem kierownicy, wcześniej planować hamowanie i płynniej je realizować, zdecydowanie płynniej operować sprzęgłem podczas ruszania i zmiany biegów, zachowywać większe odstępy od samochodów poprzedzających niż w okresie letnim oraz dostosowywać prędkość nie tylko do ograniczeń prędkości, ale i do warunków panujących na drodze.

Jerzy Smagała - Instruktor nauki jazdy w szkole Autofart, Instruktor techniki jazdyw Motopark Kraków, Rajdowy Mistrz Pucharu Peugeota

koledowanie5 stycznia 2019 r. w szkole w Balicach miało miejsce niezwykłe wydarzenie, którego nie wahamy się określić mianem „promyka dobra”. Istotą spotkania była zbiórka pieniędzy na nowy wózek inwalidzki dla Krzyśka, chłopaka,

o którym kilka numerów temu pisaliśmy w Gońcu Zabierzowskim w felietonie Gabrieli Kucharskiej. Autorka przybliżyła wtedy osobę Krzyśka – sympatycznego, serdecznego, dobrze wychowanego nastolatka, którego ma okazję znać dzięki swoim synom. W samych Balicach i Aleksandrowicach Krzysiek również nie jest osobą nieznaną; w Aleksandrowicach mieszka, a w Balicach chodził do szkoły. Gdy pisaliśmy o Krzyśku, nie wiedzieliśmy jeszcze, że złamie się wózek, na którym się porusza, i że za chwilę będzie potrzebował nowego. Na szczęście chłopaka i jego rodzinę otaczają życzliwi ludzie, między innymi z Zespołu Parafialnego Caritas w Balicach. Oni to zainicjowali i zorganizowali akcję „Kolędowanie dla Krzyśka” zorganizowaną we współpracy z Zespołem Szkolno-Przedszkolnym w Balicach.

Przede wszystkim było to bardzo radosne spotkanie mieszkańców Balic, Aleksandrowic i okolicznych wsi pod znakiem pomagania. Ale próżno byłby na nim szukać powagi czy smutku. Okres Bożego Narodzenia zaowocował wspólnym kolędowaniem umiejętnie koordynowanym przez zespół muzyczny księży Misjonarzy i braci Saletynów, w którym radośnie wzięli udział wszyscy zebrani na sali gimnastycznej szkoły. Oczywiście kolędowanie to nie wszystko. Była aukcja rozmaitych, niektórych bardzo wartościowych, przedmiotów poprowadzona przez dyrektor SCKiPGZ Aleksandrę Małek, była loteria fantowa, można było kupić ręcznie malowane bańki choinkowe, wspomóc datkiem do puszki częstując się wspaniałymi wypiekami przygotowanymi przez panie z kół gospodyń wiejskich, zjeść pyszny bigos, obejrzeć skecz w wykonaniu rodziców harcerzy i zobaczyć Krzyśka w otoczeniu harcerzy z 25 DH Jaskółka, w której jest przybocznym, grającego na gitarze i kolędującego w najlepsze.

Nie dziwi zatem, że cel zbiórki został osiągnięty, a dochód przekroczył oczekiwania ! Hojność darczyńców zaowocowała kwotą 26 517,75 zł.

Krzyśkowi życzymy zadowolenia z nowego wózka, jego rodzicom gratulujemy syna, a organizatorom dziękujemy za wrażliwość i zorganizowanie wspaniałej i skutecznej akcji!

Gabriela Kucharska

oskarekMały Oskarek ze strachem spogląda ze szpitalnego kojca. Jego wątłe ciałko całe się trzęsie, a w oczach czai się strach. Pokazuje zęby i cichym warczeniem ostrzega, by nie zbliżać wyciągniętej do niego ręki. Byle człowiek się do niego nie zbliżał.

Wiemy, że psiak od kilku miesięcy włóczył się po jednej z podwrocławskich wsi. Mieszkał w pustostanie. Czasem ludzie go przeganiali, czasem ktoś nakarmił. Nad losem dzikiego Oskarka pochylił się dobry człowiek. Żal mu było włóczącego się psiaka, chciał mu dać dom, ale mimo wielokrotnych prób, nie był w stanie go złapać. Zwrócił się do nas o pomoc. Psiak, ze względu na swój stan oraz zachowanie, został natychmiast przetransportowany do kliniki. Przebywa tam do dziś.

Jest psem bardzo nieufnym do ludzi. Psem bardzo trudnym w obsłudze.

Oskarek potrzebuje wyjątkowej opieki i wielkiej troski. Jest cały skołtuniony i zaniedbany. Zarobaczony. Z dużą inwazją pasożytów zewnętrznych, pcheł i kleszczy. Pierwsze badania wykazały również problemy z wątrobą oraz powiększoną sylwetkę serca. Ta mała, dzika psina pilnie potrzebuje kolejnych badań i leczenia. I czasu, aby zrozumieć, że człowiek nie zrobi mu krzywdy. Bardzo prosimy o wsparcie dla Oskarka. Bezdomnego psiaka panicznie bojącego się ludzi.

Bez Twojego wsparcia Oskarek nie ma szansy ani na zdrowie, ani na jakikolwiek dom. Pomóżmy Oskarkowi. Jeśli chcesz, możesz dokonać darowizny z tytułem „Oskarek” na konto: PKO BP 15 1020 5226 0000 6002 0220 0350

Fundacja Centaurus, ul. Borelowskiego 53/2, 51-678 Wrocław www.psy.centaurus.org.pl e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Jesteśmy starzejącym się społeczeństwem. Czy nam się to podoba, czy nie. Nie ma w tym nic dziwnego, bo jeżeli tradycyjny model rodziny 2+3 bądź 2+2 zamieniliśmy na model 2+1, a w dodatkowo sporo ludzi młodych wyjeżdża za granicę w pogoni za lepszym życiem (lub mrzonkami, jak kto woli), efektem musi być to, że w Polsce coraz więcej jest osób starszych. Na razie stanowią jedną czwartą społeczeństwa. A będzie ich więcej. Czy to źle? Nie, w tym nie ma nic złego. Natomiast mam pewien dysonans poznawczy patrząc na ulicę i czytając statystyki z jednej strony, a z drugiej czytając kolorowe magazyny, słuchając radia, czy oglądając filmy. Kult młodości, piękna i zdrowia jest bowiem porażający. W przekazie medialnym nie ma miejsca dla chorób i niedołęstwa. Umieranie Jana Pawła II w gruncie rzeczy niczego nas nie nauczyło. Jeżeli w filmach, serialach czy reklamach pojawiają się ludzie starzy, to są to pogodne babcie i wspaniali dziadkowie. Babć, którym trzeba pomóc w codziennej egzystencji (bo nie życiu), które nawet raz w tygodniu nie jedzą ciepłego posiłku, czy nie mają do kogo ust otworzyć, po prostu nie ma. Naszym emerytom pozostaje poczucie klęski, zwłaszcza jeżeli skonfrontują swoje życie z życiem swoich europejskich rówieśników, a dokładnie z obrazem, jaki mamy mocno wdrukowany w myślenie – spokojna, dostatnia emerytura, podróże, pasje, zdrowie. A ja mam przed oczami widok zobaczony kiedyś z okien busa; stara niedołężna kobieta siedząca w oknie i patrząca przez nie na drogę we wsi. Wszystko wskazywało na to, że to jej jedyna rozrywka i kontakt ze światem. Siąść przy oknie i popatrzeć przez nie na ludzi… W naszym kraju ładuje się w programy senioralne naprawdę duże pieniądze, które, przynajmniej w moim odczuciu, niekoniecznie trafiają do tych najbardziej potrzebujących. Raczej do tych najbardziej przebojowych. Czy to sprawiedliwe? Nie mnie oceniać. Tym bardziej cieszy, że ktoś tych starych, często samotnych, a bardzo często ubogich ludzi dostrzegł. Powstają Środowiskowe Domy Pomocy, a choć nazwa brzmi mało zachęcająco, wykonuje się tam naprawdę dobrą pracę. Skąd to wiem? Z jasełek! I to wcale nie jest żart! 19 stycznia miałam okazję, a i wielką przyjemność przy okazji, gościć na jasełkach wystawianych przez Środowiskowy Dom Pomocy w Rząsce prowadzony przez ss. Albertynki. Wspaniała rzecz! Wół po prostu mnie zachwycił! Choć i pozostałe osoby grały z wielkim zaangażowaniem i poczuciem misji. Nie ma się co dziwić, zważając, że przygotowanie jasełek koordynowała zawodowa aktorka. Jak powiedziała mi potem siostra Krzysztofa, opiekunka seniorów, dla jej podopiecznych te jasełka to było prawdziwe święto.

– Wie pani, my w ogóle staramy się ich tak „zaopiekować”. Na przykład dbamy o to, by codziennie był ciepły posiłek, bo wielu z nich w domu nic ciepłego nie zje. A do nas przychodzą, robią coś razem, mają z kim porozmawiać, nakarmimy ich, podbamy o ich zdrowie – mówiła. Dla mnie jest to imponujące! Zwłaszcza, że uczestnicy zajęć, a tym samym aktorzy jasełek, nie wyglądali na osoby zamożne. Ale za to na po prostu szczęśliwe, bo ktoś dostrzegł ich wartość, ktoś się nad nią pochylił. Dlaczego właściwie siostry z Rząski i ich podopieczni prezentowali się w Zabierzowie? A dlatego, że tam też właśnie otwarto drugi w naszej gminie Środowiskowy Dom Pomocy „ Klub Senior +”. Działa on na nieco innych zasadach niż ten w Rząsce, ale również adresowany jest do osób mniej przebojowych, na pograniczu odtrącenia i udawania, że nie istnieją. Co oferuje? Zajęcia na miejscu, warsztaty, rehabilitację (ma nawet zakupiony sprzęt i zatrudnia rehabilitanta; bez kolejki w ramach NFZ!). Współpraca z Muzeum Historycznym Miasta Krakowa też brzmi kusząco. Na pewno jest inny niż ten prowadzony przez siostry, ot, na przykład nie ma kuchni, więc raczej nie ma co marzyć o ciepłym posiłku. Ale na pewno da swoim podopiecznym poczucie godności. A godność jest niezbywalnym prawem każdego człowieka. Czy zobaczę jeszcze kiedyś samotną, smutną i niedołężną staruszką w oknie? Mam nadzieję, że nie!

Gabriela Kucharska

Hello darkness, my old friend, I've come to talk with you again, Because a vision softly creeping, Left its seeds while I was sleeping, And the vision that was planted in my brain Still remains Within the sound of silence.

Witaj ciemności, moja stara przyjaciółko Znowu przyszedłem z tobą porozmawiać Gdyż pewna wizja, zakradając się cicho Zostawiła swoje nasiona, kiedy spałem I wizja ta, którą zasiano w mojej głowie Wciąż pozostaje W dźwięku ciszy.

Te słowa piosenki Paula Simona i Arta Garfunkela skomponowanej w 1964 roku kojarzyć się będą nam z tragicznymi wydarzeniami w Gdańsku, które zdominowały temat dyskusji politycznej w Polsce w ostatnich dniach.

Podobnie jak słowa dominikanina, ojca Ludwika Wiśniewskiego „Trzeba skończyć z nienawiścią, nienawistnym językiem, pogardą, z bezpodstawnym oskarżaniem innych” wypowiedziane podczas uroczystości pogrzebowych prezydenta Pawła Adamowicza w Gdańsku.

Pierwszy raz, w czasie jaki ogarniamy pamięcią, doszło na naszych oczach w przenośni i w rzeczywistości, udokumentowanej bezpośrednim przekazem telewizyjnym, do mordu w zasadzie politycznego, ponieważ sprawca wykrzyczał po dokonaniu zbrodni zarzuty w stosunku do określonej opcji politycznej, z którą kojarzył swoją ofiarę. To niebywałe wydarzenie spowodowało falę wielorakich komentarzy. Większość komentujących uważa, że przekroczono pewną barierę, której przekroczenia nikt się nie spodziewał. Wszak w naszym kraju nie ma tradycji mordów z pobudek politycznych. Przywoływany przez dziennikarzy zamach na prezydenta Gabriela Narutowicza miał miejsce w 1922 roku a więc prawie 100 lat temu!

Cokolwiek by nie powiedzieć na temat przyczyn tragedii, jakkolwiek by nie analizować tego podłego czynu, to dla wszystkich logicznie rozumujących obywateli naszego kraju, bez względu na wyznawane poglądy, jasnym wydaje się być związek tego mordu z eskalacją nienawiści w naszym kraju. Z wszechogarniającym brutalnym językiem, hejtem, bluzgami i znieczuleniem naszego społeczeństwa na zwyczajne chamstwo językowe i obyczajowe.

Jak to się przekłada na nasz lokalny grunt? Zapewne tak jak na każdy inny gminno-powiatowy w Polsce. Być może przyjdzie jakieś otrzeźwienie wśród tych, którzy zapomnieli czym różni się polemika od słownej bijatyki, a być może nic się nie zmieni, sprawa „przyschnie” i po kilku miesiącach wszystko wróci do normy. Wróci do normy to określenie delikatne i na wyrost, chodzi o to, że tak jak poprzednio my Polacy będziemy się żreć jak stado psów, wytykając sobie nawzajem nasze narodowe przywary, nieprawidłowości partyjne i wszystko co można sobie wytknąć. Czynić to będziemy w sposób urągający ramom kulturalnej dyskusji i merytorycznego sporu.

I znowu nasze polskie piekiełko zatriumfuje.

Silence

orszakW roku bieżącym, tak jak i w latach poprzednich, droga do Betlejem, którą podążali Trzej Królowie wiodła przez Zabierzów. Był to już VII – my Orszak, najstarszy na terenie Gminy Zabierzów i jak to powiedział prowadzący Marcin Kruk, prawdopodobnie najstarszy również w powiecie krakowskim. Hasłem przewodnim tegorocznego Orszaku były słowa Jana Pawła II „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze Ziemi, tej Ziemi”. Stąd też w trakcie wypowiadanych tekstów poszczególnych postaci biorących udział w Orszaku, przewijała się ta głęboka w treści myśl, która inspirowała nas do zadumy i zastanowienia się, czy w naszych sercach taka odnowa nastąpiła, bo odnowę Ziemi należy zacząć od siebie, o czym zresztą mówił Proboszcz naszej Parafii Ks. Krzysztof Burdak w powitalnych słowach na rozpoczęcie Orszaku. Wspomniał również, że Święto Objawienia Pańskiego jest najstarszym świętem w kalendarzu liturgicznym Kościoła. Ze względu na hasło przewodnie Orszaku została po raz pierwszy wprowadzona postać Papieża Jana Pawła II. Orszak wyruszył spod Kościoła i uformował się w sposób następujący, a mianowicie na czele Orszaku w białej krakowskiej bryczce jechali Trzej Królowie, za nimi pasterz – senior z gwiazdą i dzieci przebrane w stroje bożonarodzeniowe oraz w zwierzątka towarzyszące Św. Franciszkowi (patronowi naszej Parafii).

11.jpg