• alex.jpg
  • alles.jpg
  • alux.jpg
  • baks.jpg
  • cukiernia.jpg
  • enmax.jpg
  • familia.jpg
  • gasior.jpg
  • gs.jpg
  • kozbial.jpg
  • kubaty.jpg
  • lyko.jpg
  • marcisz.jpg
  • mosur.jpg
  • pinus.jpg
  • praca.jpg
  • quad.jpg
  • romantica.jpg
  • salazabaw.jpg
  • serczyk.jpg
  • serwis.jpg
  • sklad_blc.jpg
  • skotcar.jpg
  • swiba.jpg
  • tapicerstwo.jpg
  • wwm.jpg
  • zamkowa.jpg
  • zielinski.jpg
  • zulla.jpg

Reklama

  • an.jpg
  • bistro.jpg
  • dogoterapia.jpg
  • geo.jpg
  • grafixdruk.jpg
  • kaes.jpg
  • krakmeb.jpg
  • kruk.jpg
  • manufaktura.jpg
  • mirex.jpg
  • mojsen.jpg
  • multiagent.jpg
  • nettrading.jpg
  • rrreklama.jpg
  • srebrne.jpg
  • szumiec.jpg
  • wegiel.jpg
  • weterynarz.jpg
  • woodkrak.jpg

kresyObecny rok szkolny postanowiłam zacząć z przytupem, ale trochę innym niż ubiegły rok, gdzie kontuzja nogi, która miała miejsce w Nicei jako uczestnika projektu „Europa to My”, wyłączyła mnie na 4 tygodnie z życia.

Od kilkunastu lat nosiłam się z pomysłem i pragnieniem zwiedzenia naszego dziedzictwa historycznego na Kresach Wschodnich. Zawsze jednak coś niezapowiedzianego wypadało mi w życiu i tak mijały kolejne lata, a Kresy czekały cierpliwie. Wreszcie nadarzyła się nie lada okazja, zapisałam się na Akademię Dziedzictwa Kresów Wschodnich Rzeczypospolitej. Efektem działań Akademii miał być wyjazd na Ukrainę w dniach 18 – 23 września. Szczerze mówiąc, nie do końca wierzyłam, że to wszystko dzieje się naprawdę. Program wyjazdu, to same historyczne perły: pierwszego dnia Żółkiew

– zamek hetmana Stanisława Żółkiewskiego, następnie przejazd do Lwowa i zwiedzanie Cmentarza Łyczakowskiego i Cmentarza Orląt, gdzie przeżyłam bardzo wzruszające chwile, kiedy patrzyłam na groby tych najmłodszych, którzy zginęli za Polskę. Z cmentarza wychodziliśmy o zmroku. Następnego dnia 12 godzin zwiedzania „Krakowa południa” – czyli Lwowa: Wysoki Zamek, kopiec Unii, cerkiew Wołoska, kościół Dominikanów, katedra ormiańska, Rynek, katedra łacińska, kaplica Boimów, kościół Jezuitów, Wały Hetmańskie, Teatr, Pomnik Mickiewicza, kościół Bernardynów, ul. Akademicka, Uniwersytet, Ossolineum, kościół św. Elżbiety, cerkiew św. Jura. Nogi bolały, ale w duchu czułam się szczęśliwa, jednak głód wiedzy nadal doskwierał…

Trzeciego dnia mieliśmy przed sobą kawał drogi do przebycia, najpierw zwiedzanie pałacu w Podhorcach, następnie Olesko – miejsce narodzin Jana Sobieskiego, późniejszego króla Polski, jak niektórzy historycy twierdzą, ostatniego, który przynosił nam chwałę, „Lwa Lechistanu”, jak mawiali o nim Turcy z podziwem i trochę ze strachem, ponieważ pogonił ich pod Wiedniem. Następnym punktem programu była ławra w Poczajowie, największa na terenie Ukrainy cerkiew obrządku moskiewskiego. Na okoliczność zwiedzania wszystkie panie z naszej wycieczki musiały przejść pewną transformację, mianowicie: ubrać spódnice do ziemi oraz na głowę założyć chustę, jest to bardzo rygorystycznie przestrzegane. Panowie oniemieli, gdy nas zobaczyli (dodam, że mnie prawie nikt nie rozpoznał). Na zakończenie dnia dojechaliśmy do Krzemieńca, gdzie odbyło się spotkanie w Szkole Polskiej z nauczycielką oraz grupą uczniów, którzy bardzo miło nas przyjęli. Do szkoły uczęszcza popołudniami 40 polskich dzieci, oprócz tego na zajęcia przychodzi około 160 dzieci ukraińskich.

Nazajutrz odbyło się dalsze zwiedzanie Krzemieńca (Góra Bony, Muzeum Słowackiego, Liceum Krzemienieckie, kościół parafialny) i ruszyliśmy dalej. Po drodze zwiedziliśmy dwa zamki w Zbarażu i Trembowli, niestety bardzo zniszczone. I wreszcie dotarliśmy do Kamieńca Podolskiego. Choć dawno zapadł zmierzch, nie podarowałabym sobie, gdybym choć na chwilę nie wyszła popatrzeć na pięknie oświetloną twierdzę, której zadaniem w XVII wieku była obrona przed najazdami tureckimi. Po krótkim odpoczynku zwiedziliśmy wszystko co najważniejsze w Kamieńcu - zamek, do którego dostaliśmy się drewnianym mostem linowym, który bujał mocno i niektórzy uczestnicy zrezygnowali z przejścia i musieli przebyć dwa razy dłuższą trasę (ja oczywiście przeszłam, ale strach był). Odwiedziliśmy polskiego księdza w katedrze, dawnym kościele Dominikanów, następnie kościół ormiański – zniszczony prawie w 80% oraz fortyfikacje miejskie. Popołudniu pojechaliśmy do Chocimia, miejsca triumfu hetmana Jana Sobieskiego, który otworzył mu drogę do koronacji. Zwiedziliśmy też Okopy Św. Trójcy, miejsce walk konfederatów barskich.

Tam też miała miejsce miła dla nas niespodzianka – spotkanie z panią Anielą Biela, 93-letnią Polką, która zaprosiła nas do siebie, żeby pokazać nam Krzyż Oficerski – odznaczenie nadane jej przez prezydenta. Pani Aniela mieszka bardzo skromnie, żeby nie powiedzieć biednie. Spotkanie z nami i rozmowa były pełne emocji, wiele z nas musiało ukradkiem otrzeć łzy. Niektórzy wreszcie zrozumieli, dlaczego pomoc Polakom mieszkającym na Kresach jest tak ważna.

Niestety jak to stare porzekadło mówi, „wszystko co dobre szybko się kończy…” Wiem na pewno, że wrócę na Kresy. Chcę tą moją miłością zarazić młodzież naszej szkoły, dlatego postaram się zorganizować wycieczkę w te miejsca, bo wiem że WARTO.

Małgorzata Kuśtrowska, nauczycielka ze Szkoły Podstawowej w Rząsce

bsr.jpg