• alles.jpg
  • auto kochanow.jpg
  • drbike.jpg
  • familia.jpg
  • geodezja.jpg
  • gs.jpg
  • juszczak.jpg
  • kozbial.jpg
  • kubaty.jpg
  • lisak.jpg
  • lyko.jpg
  • marcisz.jpg
  • praca.jpg
  • rasterek.jpg
  • rowery.jpg
  • salazabaw.jpg
  • serczyk.jpg
  • skot.jpg
  • swiba.jpg
  • timefor.jpg
  • wwm.jpg
  • zamkowa.jpg
  • zielinski.jpg
  • zulla.jpg

Reklama

  • bistro.jpg
  • edukator.jpg
  • gawin.jpg
  • geo.jpg
  • grafixdruk.jpg
  • kaes.jpg
  • kruk.jpg
  • melba.jpg
  • mirex.jpg
  • nettrading.jpg
  • rrreklama.jpg
  • weterynarz.jpg
  • work.jpg

Jestem dorosłą kobieta, matką nastoletnich synów, a jednak wciąż pozostało we mnie dużo z dziecka. Ot, taka naiwność na przykład. Ostatnio zdarzyło mi się zderzyć z sytuacją, o której myślałam, że wymyślają takie tylko scenarzyści filmowi i autorzy kryminałów (nienajwyższych zresztą lotów). Ku memu zdumieniu okazało się, że nie. Że ludzie wciąż są zdolni do czynów spektakularnych i spektakularnych reakcji, które mnie – dorosłą w końcu osobę, która z niejednego pieca chleb jadła – wprawiły z zażenowanie. Jak to było i o co poszło? Jak się nietrudno domyślić – o pieniądze. Tak właśnie, o ten nieszczęsny wynalazek Fenicjan, który jak po sznurku, choć nieśpiesznie, prowadzi nas, ludzi, ku zagładzie. Z którym wciąż nie nauczyliśmy się należycie obchodzić, które wciąż dla wielu z nas są fetyszem, bożkiem, celem życia, przedmiotem pożądania i szczęściem samym w sobie, choć powinny być tylko środkiem do osiągnięcia tego szczęścia. Czy pełny trzos uszczęśliwia? Czy może uszczęśliwić mnie? Raczej nie. Bardziej niż wizja pełnej sakiewki cieszy mnie wizja wyjazdu z synami w ukraińskie góry w czasie wakacji (do czego pieniądze będą, rzecz jasna, absolutnie niezbędne). Ale... nie o sobie tu chciałam. Więc – do rzeczy! Nie wiem, Drogi Czytelniku, czy zdajesz sobie sprawę z tego, jak funkcjonują kluby i wydarzenie sportowe w naszym pięknym kraju, województwie, gminie. Efekt końcowy widzimy wszyscy, ale... kto za to płaci? Otóż – nie zaskoczę Cię zapewne – płacimy my wszyscy. Płacimy podatki, które następnie trafiają do nas z powrotem w postaci „darmowych”: szkoły, służby zdrowia, pracy policji, urzędników, a także pieniędzy przeznaczanych na sport. Zarówno ten o skali ogólnopolskiej, jak i ten nasz, gminny. Oczywiście nie finansujemy tego w stu procentach; kluby i imprezy sportowe pozyskują środki z różnych źródeł: z gminy, województwa, ministerstwa, także od bardziej czy mniej hojnych sponsorów. Mam takie wrażenie graniczące z pewnością, że w naszej gminie ugruntowane jest przekonanie, że gmina musi (sic!) na ten sport dać. I to dać dużo. Jak najwięcej. Najlepiej sfinansować w całości. Bo jak nie... to trzeba będzie zlikwidować klub! Zawiesić jego działalność! Mogiła, jednym słowem. Działacze klubowi piszą przeto wnioski o dotację z funduszy gminy przeznaczoną na działalnośc sportową. Pominę miłosiernym milczeniem, w jaki sposób niektórzy je piszą. Zmilczę o błędach merytorycznych i rachunkowych. Nie będę się pastwić nad trudną sztuką obliczania procentów. Nie będę też naśmiewać się z wniosków, których autorzy nie pokusili się o przedstawienie kalkulacji kosztów. Nie, naśmiewać się nie będę. Ale zaznaczę, że dziewięćdziesiąt procent tych wniosków w województwie od razu zostałaby odrzucona z powodu rażących błędów. Tak więc wnioskodawcy piszą wniosek o dotację, komisja wnioski te opiniuje, a wójt przyznaje dotację. Mogłoby się wydawać, że tu kończy się opowieść o pozyskiwaniu środków z Gminy. Nic bardziej mylnego! Bo właśnie w tym momencie, a konkretniej w momencie ogłoszenia wysokości dotacji, zaczyna się jatka. Dosłownie. I, ku mojemu zdziwieniu, jatka ta nie dotyczy tego, że ktoś dostał za mało (to byłoby w końcu zrozumiałe). O nie! Jatka dotyczy tego, że ktoś inny dostał więcej! Tłumacząc z polskiego na zrozumiałe: „Dostaliśmy tyle co w zeszłym roku. W gruncie rzeczy nie liczyliśmy na więcej, powinniśmy być zadowoleni, ale... DLACZEGO TAMCI DOSTALI WIĘCEJ!!! Komisja była stronnicza, działała pod dyktando jednego człowieka, tu działały osobiste sympatie i animozje, to jest po prostu nieuczciwe, itd., itd. A jednocześnie na pytanie „Czemu nie próbujecie pozyskać pieniędzy z innych źródeł?” rozbrajająca w swojej szczerości odpowiedź „Nie wiedzieliśmy skąd.” No, Proszę Państwa, jeżeli sport w naszej gminie ma działać według takich zasad, to nie dziwmy się. Niczemu.

 

Gabriela Kucharska

alsal.jpg