• alles.jpg
  • artgo.jpg
  • bhp oskar.jpg
  • colorex.jpg
  • familia.jpg
  • gs.jpg
  • juszczak.jpg
  • kozbial.jpg
  • kubaty.jpg
  • lisak.jpg
  • lyko.jpg
  • marcisz.jpg
  • parkiet.jpg
  • praca.jpg
  • salazabaw.jpg
  • serczyk.jpg
  • wwm.jpg

Reklama

  • bistro.jpg
  • edukator.jpg
  • gawin.jpg
  • geo.jpg
  • grafixdruk.jpg
  • kaes.jpg
  • kruk.jpg
  • melba.jpg
  • mirex.jpg
  • multiagent.jpg
  • pralnia.jpg
  • rrreklama.jpg
  • szumiec.jpg
  • weterynarz.jpg

Fragmenty wywiadu przeprowadzonego z prof. Małgorzatą Kozłowską-Wojciechowską przez Zuzannę Opolską

Prof. dr hab. n. med. Małgorzata Kozłowska-Wojciechowska -wieloletni pracownik naukowy i kierownik Zakładu Upowszechniania Wiedzy o Żywności i Żywieniu w Instytucie Żywności i Żywienia w Warszawie. Od siedmiu lat samodzielny pracownik naukowy Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, adiunkt i kierownik Zakładu Opieki Farmaceutycznej, którego jest organizatorem i twórcą. Kierownik studiów podyplomowych z psychodietetyki w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. Aktywnie zajmuje się żywieniową promocją zdrowia oraz edukacją zdrowotną wszystkich grup społecznych.

Przewodnicząca i inicjatorka powstania Rady Promocji Zdrowego Żywienia Człowieka, a także przewodnicząca Warszawskiego Oddziału Polskiego Towarzystwa Badań nad Miażdżycą. Jest autorką licznych wykładów, monografii i artykułów na temat żywienia oraz książki pt. Żyjmy w zdrowiu, czyli piramida żywienia. Razem z mężem Jackiem czas wolny spędza na podróżach po świecie, wedle zasady, że dwa razy w to samo miejsce się nie wraca, bo świat jest za duży, a czasu i tak za mało.

Polskie dzieci tyją najszybciej w Europie. Dlaczego?

Mam dużo pretensji do osób, które były odpowiedzialne za programy szkolne. Szkoła, to najlepsze miejsce dla kształtowania życiowych postaw i zdrowych nawyków. Dla diametralnej zmiany wystarczy dziesięć godzin zajęć edukacyjnych w ciągu roku. Prowadziłam trzyletnie badania, w trakcie których dzieci uczyły się podstaw racjonalnego odżywiania. Materiały edukacyjne i zalecenia zdrowotne przynosiły do domów i studiowały razem z rodzicami. I jedni, i drudzy zmienili podejście do diety na lata. Postawy zawsze można zmienić, smaków – nie. Dzieci tyją, bo nie potrafią dokonać właściwych wyborów. Zamiast jabłka – batonik, zamiast kanapek na drugie śniadanie – zapiekanka. Brakuje wzorców.

Rodzice się nie sprawdzają?

Niestety, w dużym stopniu to my ponosimy odpowiedzialność za nadwagę dzieci. Nie dbamy o dietę. Jeżeli dwoje rodziców jest otyłych, to prawdopodobieństwo, że dziecko będzie otyłe wynosi 75 proc. Jeśli tylko matka jest otyła, prawdopodobieństwo zmniejsza się o połowę, jeśli tylko ojciec to wynosi już 25 proc. W naszej kulturze to kobiety robią zakupy, decydują o tym, co znajdzie się w lodówce i na stole.

Kolejny problem to brak aktywności fizycznej.

Posadziliśmy dzieci na krzesłach. Podwórka osiedli są ciche, a boiska do gry w piłkę puste. Często słyszę rodziców przywołujących dzieci do porządku: „zachowuj się, bądź cicho.” W szkołach podstawowych podobnie – siedzą w klasach i mają się nie ruszać. Kto za to odpowiada? A dzieci mają ruch wpisany w swoją fizjologię – raczkują, chodzą, biegają. Argument „to dla jego bezpieczeństwa” jest irracjonalny. Dla bezpieczeństwa dziecko jest pod twoją kuratelą. Najłatwiej dać mu do zabawy smartfon i zamknąć pokój.

Kiedy waga dziecka powinna zacząć nas niepokoić?

Uważam, że w każdym wieku powinniśmy ją monitorować. Jeśli dziecko zaczyna przybierać na wadze niezgodnie z przedziałem wiekowym, to nie możemy czekać. Tylko zastanowić się nad przyczyną. Dzisiaj nikt nie mówi o higienie żywienia. A tak jak w codziennym życiu istnieją pory wstawania i kładzenia się spać, tak powinnyśmy siadać do stołu o określonych godzinach. Dawniej nikt nie jadał lunchów i brunchów. Byliśmy przyzwyczajeni do pięciu posiłków: śniadania, drugiego śniadania, obiadu, podwieczorku i kolacji. Szkolna przerwa śniadaniowa trwała godzinę, a dzieci razem z nauczycielami miały obowiązek zjeść drugie śniadanie. Kiedy w 1982 r. w Warszawie prowadziłam badania dotyczące otyłości u dzieci do lat 10, to nie mogłam ich znaleźć. Było ich mniej niż 2,3 proc. w całej Polsce, śladowa ilość.

Dlaczego regularne jedzenie jest tak ważne?

Dziecko przyzwyczajone do pięciu posiłków, ma w bilans energetyczny wpisany ubytek energii związany z jedzeniem. Jeżeli przejdziemy na dietę 1000 kcal, rozłożoną na cztery posiłki, to w ciągu miesiąca schudniemy około pięciu – sześciu kilogramów. Ale jeśli te 1000 kcal przyjmiemy w trakcie jednego posiłku, to schudniemy dużo mniej, albo wcale. A dzisiaj stosujemy zasadę „á la demande” – na żądanie. Dziecko jest głodne to je.

A przestaje, kiedy jest syte. Intuicyjne podejście do diety zawodzi?

Tak, kiedy jesteśmy głodni to jemy w niekontrolowanych ilościach. Żołądek każdego z nas jest inny. Jeśli jadamy umiarkowanej wielkości posiłki, to ma właściwe proporcje. Jeśli jednak sięgamy po większe porcje, popijane dużą ilością płynów, to go rozciągamy. Dlatego wsłuchiwanie się w sygnały organizmu nie pomoże. Dietetycy od dawna alarmują: „jedzmy częściej, ale mniej.”

11.jpg