• alles.jpg
  • alux.jpg
  • colorex.jpg
  • familia.jpg
  • gs.jpg
  • kozbial.jpg
  • kubaty.jpg
  • lyko.jpg
  • parkiet.jpg
  • rowery.jpg
  • salazabaw.jpg
  • serczyk.jpg
  • serwis.jpg
  • skot.jpg
  • wwm.jpg
  • zulla.jpg

Reklama

  • baranex.jpg
  • bistro.jpg
  • edukator.jpg
  • gawin.jpg
  • geo.jpg
  • grafixdruk.jpg
  • kacper.jpg
  • kanczura.jpg
  • kruk.jpg
  • melba.jpg
  • mirex.jpg
  • nettrading.jpg
  • rrreklama.jpg
  • weterynarz.jpg

Pierwsza dekada listopada to czas zawieszony pomiędzy Dniem Zadusznym, a Świętem Niepodległości. Czas, który szczególnie skłania do rozmyślań nad przemijaniem i śmiercią z jednej strony, z drugiej zaś nad patriotyzmem i poświęceniem młodego życia dla Ojczyzny. Wszyscy miniemy, odejdziemy; śmierć jest nieodłączną częścią życia, klamrą to życie spinającą. Panią, która nie da się oszukać, której nie da się uciec. Życie zaś każdy z nas ma jedno. Czy mamy prawo ryzykować jego utratę? A jeżeli tak, to w jakich sytuacjach? W Krakowie, z którego pochodzę i w którym mieszkałam przez znakomitą większość mojego życia, na każdym prawie cmentarzu jest kwatera żołnierzy poległych bądź za Polskę, bądź na jej terytorium. Od zawsze uczę swoich synów, że tym ludziom, miejscom ich wiecznego spoczynku należy się szacunek. Dlatego, że szli walczyć w słusznej sprawie, dlatego, że wypełniali to, co uważali za swój obywatelski obowiązek, dlatego w końcu, bo otrzymali taki rozkaz. Wcale nie szli po to, by zginąć. W większości byli młodzi, chcieli żyć. Pewnie myśleli, że śmierć ich nie dosięgnie. Dosięgła. Teraz spoczywają gdzieś na obcej najczęściej ziemi, a ich sprawa bądź zwyciężyła – wtedy chociaż można powiedzieć, że ich ofiara miała sens, albo przebrzmiała, wypaczyła się, odeszła do lamusa. W takim przypadku ich śmierć nie miała cienia sensu. Na cmentarzu w Borku Fałęckim jest kwatera żołnierzy Armii Czerwonej. Na uboczu, za żywopłotem. Spory, jak na tamten cmentarz, teren, a na nim niewysokie betonowe obeliski z czerwoną gwiazdą. Nawet bez nazwiska. Zawsze idziemy tam całą rodziną i palimy tym młodym chłopakom znicze. Zawsze wykorzystuję tę okazję, by po raz kolejny powiedzieć, że ta ideologia przegrała, ale ludzie, którzy tu leżą, których nazwisk nawet nie znamy, zasługują na chwilę zadumy. Z tego chociażby powodu, że zostali wyrwani ze swoich rodzinnych domów, walcząc, zabijając i ginąc, zostawiając po drodze swoich towarzyszy, dotarli tutaj i wcale tego nie chcąc tu właśnie dokonali młodego żywota. Szkoda ich. Tak zwyczajnie szkoda. W tym roku do moich wywodów dodam jeszcze to, że wojna – każda wojna – jest złem. Że wcale nie jest słodko umierać za Ojczyznę. Że prawdziwe bohaterstwo polega na życiu w tym kraju, pracy w nim i dla niego, na stawianiu czoła przeciwnościom, a nie na uciekaniu, czy ginięciu z pieśnią patriotyczną na ustach. Przecież Piłsudski i jego legiony nie po to wywalczyli nam niepodległość, byśmy co jakiś czas rzucali kwiat młodzieży na stos ofiarny. Te wszystkie ckliwe wiersze powstańcze, czy powstałe na ich kanwie piosenki o tym, że „Idę, matko, walczyć za Ojczyznę. Pewnie już nie wrócę, ale nie płacz za mną, bo to jest mój obowiązek.” to jest po prostu demagogia uprawiana przez tych, dla których życie ludzkie nie stanowi zbyt wielkiej wartości, a której ci młodzi ludzie ulegli. W piosenkach żołnierskich nie ma słowa o tym, że wojna to brud, smród krwi, cierpienie, gwałty, przemoc, zabijanie cywilów, pozbawianie ludzi dorobku życia. Nie ma nic o tym, że zabijając zatraca się samego siebie. Nie ma nic o tym, jak ze strachu sika się w spodnie, jak w okopach tapla się w błocie i we własnych ekskrementach. W piosenkach są pąki białych róż, wierzby płaczące, bzy i słodycz umierania za ojczyznę. Jakies smętne pitu pitu, które nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Ok, jestem pozytywistką z przekonania, ale mam takie silne wrażenie, że to jednak pozytywiści mieli rację. Romantycy uciekli sobie na Wielką Emigrację i wracali stamtąd w trumnach. Na koszt narodu. Pozytywiści tutaj, na miejscu, starali się odbudować i zmienić Polskę. I to im się udało. Nie jest sztuką zginąć za ojczyznę. Sztuką jest unikanie wojny. Dlatego, Drodzy Czytelnicy, gdyby nie daj Boże przyszła wojna, niech pierwszymi Waszymi działaniami będzie zamurowanie drzwi i okien i połamanie nóg swoim synom. Żeby nie uciekli walczyć i żeby przeżyli. Po to, by żyć tu i teraz. Mam wrażenie, że teraz, kiedy media atakują nas zewsząd rozbuchanym patriotyzmem podszytym śmiercią za Ojczyznę, ma to szczególne znaczenie. Niech pokolenie naszych wnuków nie musi palić zniczy na anonimowych grobach naszych synów, którzy zginęli gdzieś z dala od domu. Budujmy dobrobyt i zgodę w Ojczyźnie, bo ją mamy i wcale nie musimy o nią walczyć. I nie dajmy się demagogii.

Gabriela Kucharska

ena.jpg