• alles.jpg
  • auto kochanow.jpg
  • drbike.jpg
  • familia.jpg
  • geodezja.jpg
  • gs.jpg
  • juszczak.jpg
  • kozbial.jpg
  • kubaty.jpg
  • lisak.jpg
  • lyko.jpg
  • marcisz.jpg
  • praca.jpg
  • rasterek.jpg
  • rowery.jpg
  • salazabaw.jpg
  • serczyk.jpg
  • skot.jpg
  • swiba.jpg
  • timefor.jpg
  • wwm.jpg
  • zamkowa.jpg
  • zielinski.jpg
  • zulla.jpg

Reklama

  • bistro.jpg
  • edukator.jpg
  • gawin.jpg
  • geo.jpg
  • grafixdruk.jpg
  • kaes.jpg
  • kruk.jpg
  • melba.jpg
  • mirex.jpg
  • nettrading.jpg
  • rrreklama.jpg
  • weterynarz.jpg
  • work.jpg

Idąc za głosem Czytelników i nie pozostając obojętnymi na uwagi księży z naszego terenu, kontynuujemy nowy cykl w Gońcu Zabierzowskim - „Taka jest nasza wiara”. Ksiądz prałat Stanisław Kozieł, proboszcz parafii w Bolechowicach, dziekan Dekanatu Bolechowickiego, kapelan Ojca Świętego i redaktor Gabriela Kucharska w rozmowach będą starali się przybliżyć w co, jak, i dlaczego wierzymy, a także zapoznać nas ze zwyczajami dotyczącymi poszczególnych świąt z kalendarza liturgicznego. Druga rozmowa dotyczy nabożeństw majowych.

 

Gabriela Kucharska: Dzisiaj porozmawiajmy o nabożeństwach majowych. Zacznijmy od tego skąd się wzięły. Gdzie i kiedy najwcześniej pojawił się kult Matki Bożej?

Ksiądz Stanisław Kozieł: Modlitwa „Pod Twoją obronę” była znana już w IV wieku, ale gdzie, to nie wiem.

Wśród egipskich Koptów. Pierwsza część modlitwy „Pod Twoją obronę” powstała w końcu III w. Kult Matki Bożej już w V w. był bardzo rozwinięty we wschodnim kościele i wtedy pojawiło się coś na kształt nabożeństw majowych. W kościele zachodnim pojawiły się w XIII –XIV w.

No ale jeżeli już w 1410 roku „Bogurodzica” jest hymnem Polski...

Mówię o nabożeństwach majowych, a nie o samym kulcie Maryi. W 1549 roku w Niemczech wydano książeczkę „Maj duchowy”, gdzie po raz pierwszy nazwano maj miesiącem Maryi, pierwsze pieśni maryjne wydano 150 lat później. Jezuita o. Muzzarelli wydał broszurkę propagującą nabożeństwa majowe. Był przedsiębiorczy i rozesłał ją do wszystkich biskupów Italii. Nie wiem, czy się przejęli, ale to się przyjęło i już 10 lat później w wielu włoskich miastach odbywały się majówki. To nie były praktyki powszechne. Takimi stały się w XVIII w. Pius VII nabożeństwo majowe obdarzył 200 dniami odpustu. Kolejni papieże dodawali kolejne. Jak to jest teraz?

To nie jest cofnięte. Ale mniejszą wagę przykłada się do głoszenia o tych odpustach. Za odmówienie Litanii do Matki Bożej, bo nie za samo nabożeństwo majowe, przysługuje odpust cząstkowy. Można liczyć na skrócenie mąk czyśćca np. o 200 dni.

W Polsce nabożeństwa majowe pojawiły się dość późno, bo w połowie XIX w. W 1839 r. we Lwowie jezuici wydali o nich pierwszą polską broszurę. Generalnie w połowie XIX w. przyjęły się w krajach europejskich. Obecnie nie są już tak popularne jak kiedyś.

Niestety.

Pius XII w 1943 roku polecił, by nabożeństwa majowe odprawiać w intencji rychłego zakończenia wojny, po raz drugi w 1948 roku poprosił wiernych, kiedy zimna wojna wisiała na włosku, by odprawiać je dla uproszenia trwałego pokoju. Może dobrze byłoby i dziś się na nich skupić, bo sytuacja pokojowa w obecnej chwili wcale nie jest oczywista.

Warto podkreślić, że nabożeństwo majowe to nie tylko litania. W naszym rejonie bardzo popularne są kapliczki i figurki. Bardzo często są to krzyże, często po prostu przyczepione na drzewach figurki i obrazki Matki Bożej. To też jest nabożeństwo. Nie majowe, ale do Matki Bożej. Teraz obserwujemy zanik pobożności. Nie mówię: wiary. Pobożności.

Ja mam swoją teorię dotyczącą nabożeństw maryjnych. Maryja to osoba, do której zwracamy się prostym językiem, to „Matka, która wszystko rozumie”. Po Soborze Watykańskim II do liturgii weszły języki narodowe i Kościół zrobił się bardzo otwarty. I może to jest jakimś przyczynkiem do zaniku pobożności ludowej.

Ale Sobór to również Jan Paweł II, a on nie rozstawał się z różańcem, nosił szkaplerz, umarł w nim, jego zawołanie to przecież „Cały Twój, Maryjo”. My, jako księża, często stajemy przed dylematem: jak u tych ludzi utrzymać większą wiarę, a jednocześnie nie mamy odwagi zapytać o pobożność maryjną, bo to już jest dalszy krok. Ludzie, którzy czczą Maryję i mają różaniec, mają prostszą sprawę wiary. Jeżeli ktoś nie chodzi do kościoła, nie mam odwagi go pytać: czy masz różaniec, czy odmawiasz Litanię do Matki Boskiej, bo to już jest wyższy stopnień pobożności.

Rozmawiając ze znajomymi odnoszę wrażenie, że penitent, który idzie do spowiedzi, bo taki ma nawyk, albo uważa, że musi, często podświadomie oczekuje pytań związanych z seksualnością, na które z kolei reaguje nerwowo. Natomiast jeżeli ksiądz pyta „dlaczego nie chodzisz w niedzielę do kościoła?”, reakcja jest zgoła histeryczna. „Ja tu mu ważne grzechy, a ten mi o kościele”.

Objaw zaniku wiary. Jest jeszcze jeden rys, rzekłbym socjologiczny. Gdy słyszę tatę, który jest po imieniu z synem, to wiem, że w tej rodzinie jest pęknięcie. Że nie ma zdrowego „Czcij ojca i matkę”, nie ma naturalnego szacunku do rodziców. A jeżeli tego nie ma, to nie ma potrzeby czci Matki Bożej. To nie jest pytanie: jest, czy jej nie ma.

Kościół jest żywym organizmem, który ewoluuje. Świat się zmienia i nie możemy udawać, że w tym momencie jest taki sam, jaki był w latach 60-tych.

To prawda, ale wróćmy do nabożeństw majowych. Dlaczego maj? Bo dajemy Matce Bożej miesiąc, który jest najpiękniejszy w roku. U nas odprawiamy je tak, że jest msza święta, a potem nabożeństwo majowe.

W pakiecie.

W pakiecie, ale dokładnie w tej kolejności. Bo jak jest najpierw majowe, a potem msza, to na majowym jest 100 osób, a na mszy zostaje 15, a z tym nie możemy się zgodzić, bo najpierw jest Chrystus, a dopiero potem jego Matka. Czyli najpierw jest wystawienie Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie, potem organista albo ksiądz prowadzi śpiew (jeżeli mu Pan Bóg dał jakiś głos), potem jest „Pod Twoją obronę”, „Przed tak wielkim Sakramentem” i błogosławieństwo.

Uważa ksiądz, że Litanię Loretańską należy śpiewać „po bożemu”, czyli po każdym wezwaniu odpowiedzieć „Módl się za nami”, czy grupować – trzy wezwania, „Módl się za nami”, trzy wezwania, „Módl się za nami”, itd.?

Należy po bożemu, bo tu się nie ma co śpieszyć. To jest nabożeństwo majowe, a nie wyścig. Jeżeli ktoś się śpieszy, to nie należy go dręczyć litanią.

Wzorem dla Litanii Loretańskiej jest bardzo stary tekst z przełomu V i VI wieku, „Akatyst ku czci Bogurodzicy”. Jego konstrukcja jest taka sama jak litanii, czyli są wezwania i „ Módl się”. Nie ma pewności, kiedy litania powstała, ale najprawdopodobniej w XII w. Oficjalnie zatwierdził ją Sykstus V w XVI w. Jej nazwa pochodzi od miejscowości Loretto, gdzie była szczególnie propagowana. Najprawdopodobniej część tytułów Maryi, które są w niej wymienione, to wpisy pielgrzymów z ksiąg w sanktuarium Domku Loretańskiego. Czym jest Domek Loretański?

Jest taka legenda, która mówi, że przez Morze Śródziemne aniołowie przenieśli dom Świętej Rodziny z Nazaretu i złożyli go w Loretto.

W ogóle ciekawa rzecz z tym domem. W przeciwieństwie do budowli z tamtych okolic nie jest z cegły, tylko z kamieni. W trakcie badań okazało sie, że z kamieni, których nie ma w okolicach Loretto, a właśnie w Nazarecie. Co ciekawe, zostały przeniesione tylko trzy ściany domu, ponieważ czwarta dochodziła do Bazyliki Nawiedzenia i stanowiła jej integralną część. Legenda głosi, że to ten dom, w którym archanioł Gabriel zwiastował Pannie Maryi, w którym żyła przez 30 lat i w którym żył też Pan Jezus.

W Nazarecie jest też Grota Zwiastowania.

Legenda, że aniołowie go przenieśli, to jest w ogóle fantastyczny żart historii. Istnieje dokument, który podaje, że Nicofor Angelli podarował w posagu swojej córce „Święte kamienie wyniesione z Domu Naszej Pani, Dziewicy, Matki Bożej”. Okazało się, że żyła wtedy rodzina o nazwisku Angelli, która nakazała rozbiórkę kamieni i przywiezienie ich drogą morską z Nazaretu do Loretto. Powstało sanktuarium, w którym do dziś pielgrzymi wpisują się w księgach, a w XVI w. na bazie tych wpisów ostatecznie ustalił się tekst Litanii Loretańskiej.

Który musiał być zatwierdzony przez papieża.

Dokładnie. Mnie się to bardzo podoba. Teraz, gdy potrafimy modlić się osobiście, być może pojawiłaby się tendencja, żeby do Litanii dodawać od siebie kolejne wezwania, a tymczasem Kongregacja Obrzędów zakazała dokonywania w tekście samowolnych zmian. Litania ewoluowała z czasem. Niektóre wezwania np. Mistrzyni Pokory, Bramo Odkupienia zniknęły, ale dodano następne. Wszystko za aprobatą Kościoła. Za pontyfikatu Jana Pawła II dodano dwa.

Królowo Rodziny i rok albo dwa temu Matko Miłosierdzia, ale to już przez następcę.

Jan Paweł II dodał jeszcze: Matko Kościoła. Ogółem w Litanii są 52 tytuły – to na świecie, a w Polsce - 53. Królowo Polski!Wszystkie wezwania mają swoje źródło w Piśmie Świętym: Wieżo Dawidowa, Wieżo z kości słoniowej, bądź w tradycji Kościoła: Królowo Miłosierdzia, Królowo Rodzin. I ta lista jest śpiewana. Ja jestem zwolennikiem nieskracania tego śpiewu i niechodzenia na skróty. Tego uczymy dzieci. Wezwanie; „Módl się za nami”; kolejne wezwanie; „Módl się za nami”.

Dzieci komunijne?

Tak.

A co ksiądz, jeżeli już przy nich jesteśmy, sądzi o przygotowaniach do I Komunii Świętej? Co jest ważniejsze – to, żeby było ładnie, czy to, żeby te dzieci i ich rodzice rozumieli, co w tym wszystkim jest ważne. Sukienka i żeby szli pięknie w dwuszeregu i nikt się nie potknął, czy niech się potyka, ale niech rozumie w ubranku po starszym bracie, że nie ono jest ważne, tylko Pan Jezus, który będzie mu towarzyszyć do wieczności?

Często rodzice popełniają karygodny grzech i skupiają się na tym, co zewnętrzne: na przyjęciu, ubraniu, fryzjerze, kwiatach do ustrojenia ołtarza, które są ważne, ale nie mogą przesłaniać tego co najważniejsze, że Pan Jezus przychodzi. Te dziewięcioletnie dzieci mają głód Boga, który z czasem zacznie mijać. Przygotowanie dziecka do sakramentu Eucharystii jest świetną okazją, by odnowić własną wiarę i pogłębić więź z dzieckiem; nie tylko rodzicielską, ale też sakramentalną, bo przecież dziecko to jest błogosławieństwo, którym Bóg nas obdarzył. Dobrze jest wspólnie się przygotowywać. I to nie w materialny sposób, czyli: wymalujemy mieszkanie i wspólnie będziemy wybierać wianuszek, ale właśnie przez wspólne uczestnictwo w majówkach, czy rachunek sumienia. Wspólny nie w sensie dosłownym, ale w takim, że ja ci, dziecko, pomogę i będę wymieniać grzechy, a ty mi nie odpowiadaj, bo to jest sprawa między tobą a Panem Bogiem, ale zastanów się, jaki grzech popełniłeś. To są magiczne chwile, które potrafią z jednej strony zbliżyć dziecko z rodzicem, a z drugiej pomagają nam wniknąć w świat czasami bardzo naiwnej, ale szczerej wiary dziecka. Warto wiedzieć, jak to moje dziecko wierzy. Nawet jeżeli ta wiara wydaje mi się naiwna czy prościutka, warto się nad nią pochylić. Proszę zauważyć, że Matka Boża nie objawiała się dorosłym, ale właśnie małym dzieciom, bo ich serca były czyste i one nie próbowały tego zrozumieć czy zracjonalizować, ale przyjmowały ją i jej słowa dosłownie.



od zmierzchu.jpg