• alles.jpg
  • artgo.jpg
  • bhp oskar.jpg
  • colorex.jpg
  • familia.jpg
  • gs.jpg
  • juszczak.jpg
  • kozbial.jpg
  • kubaty.jpg
  • lisak.jpg
  • lyko.jpg
  • marcisz.jpg
  • parkiet.jpg
  • praca.jpg
  • salazabaw.jpg
  • serczyk.jpg
  • wwm.jpg

Reklama

  • bistro.jpg
  • edukator.jpg
  • gawin.jpg
  • geo.jpg
  • grafixdruk.jpg
  • kaes.jpg
  • kruk.jpg
  • melba.jpg
  • mirex.jpg
  • multiagent.jpg
  • pralnia.jpg
  • rrreklama.jpg
  • szumiec.jpg
  • weterynarz.jpg

Mój najmłodszy syn Jerzy jest mądrym chłopcem. Posiada sporą wiedzę, jest ciekawy świata, chętnie sie uczy, a w dodatku jest lotny.

Tu mała dygresja wprowadzająca. Jerzyś dużo czyta, ale bardzo słabo pisze. Nie żeby miał mały zasób słów, po prostu pisze (i zawsze pisał) bardzo słabo na poziomie graficznym. Chłopak nie trzyma się w liniaturze, litery w obrębie jednego wyrazu mają różną wielkość, jego pismo wygląda, jakby wyszło spod ręki osoby dotkniętej chorobą Parkinsona. Co gorsza, Jerzy ma wyraźny problem z odczytaniem tego, co napisał. Nie jest więc niczym dziwnym, że pisać nie lubi. (Tu go akurat rozumiem, bo jako dziecko, do czwartej klasy podstawówki twierdziłam z wielką mocą, że ja się wypiszę ze szkoły, bo nie lubię pisać. Czytanie kochałam od zawsze. On ma tak samo.) Nie jest też niczym dziwnym, że jako kochająca, ale i wymagająca mama, bałam się jego pójścia do czwartej klasy, bo jakże on sobie poradzi, w sytuacji, gdy bardzo słabo pisze. A najchętniej to w ogóle... Koniec dygresji wprowadzającej. Jakiś czas temu byłam na zebraniu rodziców podsumowującym pierwszy semestr. Okazało się, że moje dziecię radzi sobie wcale niezgorzej. Tak, jak to miało miejsce do tej pory, jest jednym z lepszych uczniów w klasie, zachowuje się bardzo dobrze, tyle że gada. (Rozumiem dyskomfort nauczycieli, bo w domu nie milknie również. To znaczy milczy tylko wtedy, gdy śpi. I nie da się ukryć, że jest to upiornie męczące! Oczywiście czas niespania, że go tak określę, kiedy śpi odpoczywamy akustycznie. Ale... W czasie wspomnianego zebrania dowiedziałam się o zadaniu domowym z języka polskiego w wykonaniu mojego dziecka, które zyskało pewną sławę w pokoju nauczycielskim. Rzecz miała się tak: Pan zadał do domu zadanie. Pisemne. Po czym w następnym dniu nie zebrał zeszytów z rzeczonym zadaniem, tylko poprosił kilka osób o przeczytanie swojej pracy na głos. Poprosił też Jerza. Moje dziecko grzecznie wstało i płynnie przeczytało swoje wypracowanie, które, co tu dużo mówić, było pracą dobrą, spójną i na temat. Jednakże polonistę coś tknęło i po wysłuchaniu wypracowania, podszedł do Jerzego i zajrzał mu do zeszytu. Jak się okazało, w zeszycie w charakterze zadania domowego, które moje dziecko z taką swadą przeczytało, widniała pusta kartka. Mały skubaniec nie napisał nic! Zaś całe wypracowanie (podkreślam: sensowne, spójne i na temat) „przeczytał” prosto z głowy. Pan nie umarł ze śmiechu (choć to człowiek o sporym poczuciu humoru), nie okazał, że rozsadza go wesołość, tylko wpisał Jerzemu brak zadania. Moim zdaniem słusznie. Gdy opowiedziałam rzecz całą memu najstarszemu synowi, skomentował rzecz krótko:

-Nie powienien mu był dawać braku zadania, tylko ocenić, jeżeli to miało sens. Ja orzekłam, że Jerzy powinien dostać brak zadania, bo go nie miał, i ocenę, bo jego zadanie było bardzo dobre. Potem z opowieścią udałam się do Jerza i zapytałam, jak to było. Dziecko uczciwie opowiedziało co i jak. Potwierdziło też nieskromnie, że zadanie było najlepsze w klasie. Na moje pytanie, jak pan wpadł na to, że on tego zadania nie ma zapisanego, uroczy gówniarz odrzekł:

-Bo wiesz, mamo, mi się to zadanie tak fajnie czytało, że z tego wszystkiego zapomniałem patrzeć do zaszytu. No i pan się zorientował.

Jerzy jest moim najmłodszym dzieckiem. Jego bracia potrafili - i wciąż potrafią - zaistnieć w szkole z dużym przytupem, ale tym zadaniem Jerzyk objął zdecydowane prowadzenie.

Gabriela Kucharska

od zmierzchu.jpg