• alles.jpg
  • auto kochanow.jpg
  • drbike.jpg
  • familia.jpg
  • geodezja.jpg
  • gs.jpg
  • juszczak.jpg
  • kozbial.jpg
  • kubaty.jpg
  • lisak.jpg
  • lyko.jpg
  • marcisz.jpg
  • praca.jpg
  • rasterek.jpg
  • rowery.jpg
  • salazabaw.jpg
  • serczyk.jpg
  • skot.jpg
  • swiba.jpg
  • timefor.jpg
  • wwm.jpg
  • zamkowa.jpg
  • zielinski.jpg
  • zulla.jpg

Reklama

  • bistro.jpg
  • edukator.jpg
  • gawin.jpg
  • geo.jpg
  • grafixdruk.jpg
  • kaes.jpg
  • kruk.jpg
  • melba.jpg
  • mirex.jpg
  • nettrading.jpg
  • rrreklama.jpg
  • weterynarz.jpg
  • work.jpg

Idąc za głosem Czytelników i nie pozostając obojętnymi na uwagi księży z naszego terenu, rozpoczynamy nowy cykl w Gońcu Zabierzowskim - „Taka jest nasza wiara”. Ksiądz prałat Stanisław Kozieł, proboszcz parafii w Bolechowicach, dziekan Dekanatu Bolechowickiego, kapelan Ojca Świętego i redaktor Gabriela Kucharska w rozmowach będą starali się przybliżyć w co, jak, i dlaczego wierzymy, a także zapoznać nas ze zwyczajami dotyczącymi poszczególnych świąt z kalendarza liturgicznego.

Gabriela Kucharska: Pierwsi chrześcijanie śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa świętowali co niedzielę. Dziś celebrujemy Wielki Czwartek, Wielki Piątek i Wigilię Paschalną. Czy robimy to na pamiątkę, czy to jest coś, co nie do końca potrafimy zrozumieć, bo czas Boga płynie inaczej i tak naprawdę każdego roku to się wydarza od nowa?

Ksiądz Stanisław Kozieł: Wytłumaczenie drugie. „To czyńcie na moją pamiątkę”. Historycznie odtwarzamy słowa, gesty i wydarzenia, które się dokonały dwa tysiące lat temu, ale „ja jestem z wami przez wszystkie dni”, czyli celebrując te tajemnice, uczestniczymy w nich teraz i tutaj.

Czyli to się cały czas dzieje.

Tak, to się dzieje w cyklu powtarzającym. Te trzy dni są nie tylko wspomnieniem sytuacji historycznej, ale przeżywaniem wciąż od nowa. Kościół jest żywym organizmem, który nie tylko wspomina, ale wspominając przeżywa na nowo tajemnice wiary. To jest sens bycia w Kościele. To wszystko dzieje się teraz i tutaj.

Dla wiernych Triduum Paschalne zaczyna się w Wielki Czwartek wieczorem. Dla księży rano, bo to wtedy pali się święte oleje z poprzedniego roku i biskup poświęca nowe.

W Wielki Czwartek do południa na mszy Krzyżma Świętego pod przewodnictwem biskupa następuje poświęcenie świętych olejów oraz odnowienie przyrzeczeń kapłańskich.

Kolejny zwyczaj Wielkiego Czwartku to umycie nóg w czasie mszy. Ksiądz przepasany białym prześcieradłem myje nogi dwunastu mężczyznom. Ten fakt jest opisany tylko w Ewangelii św. Jana. Pan Jezus ukorzył się i wykonał pracę, którą w tamtych czasach wykonywał najmarniejszy niewolnik.

To była służba niewolników. Jan często pomija pewne zdarzenia, podkreśla zaś inne, bo bardziej skupia się na znaczeniu tego, co się wydarzyło, niż na samym fakcie. Dla niego ważniejsze od faktu ustanowienia Eucharystii jest umycie nóg. On zawsze chciał ukazać wielorakość znaczeń i głębię.

W trakcie modlitwy eucharystycznej w Wielki Czwartek ksiądz mówi „Tego dnia, kiedy był wydany, to jest dzisiaj”.

To jest jedyny dzień, gdy się używa formuły „to jest dzisiaj”. To jest właśnie zwrócenie uwagi, że liturgia nie jest odtwarzaniem tego, co wydarzyło się przed wiekami, ale że to również dzieje się dzisiaj z naszym udziałem.

Wielki Czwartek i Wigilia Paschalna to są dwie msze w roku, w czasie których Kongregacja Kultu Bożego zaleca podawać Komunię świętą pod dwiema postaciami. Oczywiście to zawsze zależy od duszpasterza i biskupa, ale nie należy się dziwić, że dostaje się opłatek zanurzony w winie.

Ciało w Krwi. Tak, w Wielki Czwartek jest wskazana Komunia święta pod dwiema postaciami.

Po mszy następuje odprowadzenie Pana Jezusa do kaplicy adoracji, która nazywana jest ciemnicą. To jest polska tradycja, której nie ma w liturgii. Narodziła się w średniowieczu i trwa do dzisiaj. Potem jest adoracja Pana Jezusa w ciemnicy. Co ważne -msza święta w Wielki Czwartek nie kończy się błogosławieństwem. Czemu?

Nie ma błogosławieństwa, bo jest adoracja. Ona jest przedłużeniem liturgii. Błogosławieństwo to jest odesłanie, a tu jest chęć zatrzymania ludzi przy Chrystusie. Potem jest modlitwa w ciszy, która jest kontynuacją.

Nie ma wyraźnego zakończenia, „przyjmijcie błogosławieństwo, idźcie ofiara spełniona”, ona nie jest spełniona, bo ofiara w postaci baranka jest w ciemnicy.

No tak. Ta ofiara dopiero się zaczyna.

Minęła noc, jest Wielki Piątek. Jest Droga Krzyżowa, która powinna się zakończyć o 15-stej, bo wtedy skonał Pan Jezus. Później jest liturgia pasyjna. I tak jak w czwartek liturgia nie kończy się błogosławieństwem, tak w piątek nie zaczyna się pieśnią na wejście, ksiądz nie mówi „Pan z wami”; zaczyna się ciszą i krzyżem.

To ma być i jest kontynuacja tego, co zaczęło się w Wielki Czwartek.

Wielki Piątek to jest kościół, w którym nie ma mszy – jest liturgia; liturgia nie zaczyna się od pieśni na wejście, wiernych wita cisza, a potem krzyż.

I otwarte tabernakulum. Obrusy pozrywane...

... kościół bez dzwonów, bez organów, bez kwiatów, bez dużej ilości świateł.

Wtedy przychodzą tłumy ludzi. Często niepraktykujących regularnie, ale mających wyczucie, co się w tym kościele dzieje. W te dni właśnie tak jest. To jest wyrażeniem najgłębszych pragnień i wiary, która jest gdzieś na dnie w sercu człowieka. W Wielki Piątek adoracja krzyża bez specjalnego zwoływania gromadzi tłumy.

Wielki Piątek to też Ewangelia św. Jana, która nie skupia się na potworności męki, ale na czymś innym. Jan prowadzi Pana Jezusa przez sąd Piłata, przez to co się stało, podkreślając jego królewskość. To się odbywa tak, jak w starożytnej Jerozolimie wyglądała intronizacja króla, tylko w tym przypadku tronem jest krzyż. Pan Jezus dostaje purpurowy płaszcz, berło – prześmiewcze, ale jednak, koronę i osiąga tron czyli krzyż.

Namaszczony był biciem, czyli własną krwią.

To jest niezwykle podniosły fragment, który w wielu kościołach jest śpiewany.

U nas ewangelię w Wielki Piątek śpiewamy: ja, wikary i organista. Na początku to było 12 godzin samych przygotowań i ćwiczeń. To długi i trudny tekst. W dodatku trzeba go śpiewać z nut. Tam na końcu jest taki fragment „złożyli, złożyli do grobu”. Tam każdy śpiewa jeden ton wyżej. I jak się jeden pogubi w tonacji, to jest klęska, a przy okazji śmiech w kościele.

Czym tak naprawdę jest Wielki Piątek? Czy to jest kościół bez Boga, który umarł?

To jest pamiątka męki i śmierci Jezusa. I tylko tyle. Nie jest pamiątką zmartwychwstania – od tego będzie niedziela. Bóg jest wyrzucony na śmietnik, jest w ciemnicy. Dopiero zbieramy się po szoku Wielkiego Czwartku. To jest kościół z Bogiem umęczonym, odsuniętym na margines życia. Można powiedzieć – znakiem dzisiejszych czasów, bo tak naprawdę istotą Kościoła jest być z Bogiem, który jest odrzucony i który się uniżył, na przykład myjąc nogi. Mało tego, on nas zaprasza do takiego życia. „Weź swój krzyż na każdy dzień”. Tu wychodzi jakość naszej wiary.

Mamy puste tabernakulum i Pana Jezusa w ciemnicy. Pusty kościół, stojący w nim krzyż i długą kolejkę do niego. Warto czekać?

Kto kocha i wierzy, ten poczeka.

Żeby adorować trzeba przestać myśleć o czasie i skupić się na krzyżu, a nie na kolejce.

Jest krzyż i to on jest ważny. Całuje go służba liturgiczna, ksiądz, a potem całuje każdy, kto jest w kościele. Czekamy na każdego śpiewając pieśni i nie przerywamy tej adoracji. Jeszcze jedną rzecz pragnę zauważyć. Z piątku na sobotę kościół jest pełny przez całą noc. Ludzie przychodzą i kościół w nocy po śmierci Pana Jezusa nigdy nie jest pusty. My tych ludzi nie zmuszamy, przychodzą, bo mają taką potrzebę.

Dotarliśmy do Wielkiej Soboty. To jest dzień, z którym ja mam pewien problem. Mam wrażenie, że istota Wielkiej Soboty jest kompletnie nierozumiana. To jest dzień, gdy nie ma liturgii, a tymczasem kościoły są pełne, bo ludzie chodzą, święcą pokarmy, oglądają groby, itd. A przecież ten dzień z założenia powinien być dniem ciszy i skupienia. Bo Bóg umarł. Umarła nadzieja. Oczywiście mówię z punktu widzenia apostołów, bo my wiemy, że zmartwychwstanie, ale oni tego nie wiedzieli. Nie rozumieli tego, co się stało, zwątpili, pochowali się, bo bali się o swoje życie. To jest tak naprawdę czas żałoby i rozpaczy.

Dokładnie tak. Przecież apostołowie zamknęli się i zaryglowali w Wieczerniku. Ze strachu. Bo widziano ich jak chodzili z Panem Jezusem.

A tymczasem w polskich kościołach to jest chyba najbardziej radosny dzień w roku. To jest czas koszyczków, jajek, oglądania grobów pańskich i to jest fajne z jednej strony. Ale z drugiej...

Powiedziała Pani wcześniej coś, co było wyrwane z mojej głowy. Że to jest

– powinien być! – czas ciszy, skupienia. Ja bym jeszcze dodał: modlitwy. To jest najważniejsze. Zaś kościół często jest pełen ludzi, którzy nie praktykują, dla których jedyną czynnością w całym roku liturgicznym jest wyprawa w Wielką Sobotę z koszyczkiem do święcenia. Generalnie Wielka Sobota jest dniem, w którym tradycja przygasiła istotę tego dnia.

Wiele osób Wielką Sobotę uważa za początek świętowania. Powrót z koszyczkiem z kościoła jest sygnałem do radości. Już jest poświęcone, więc nie ma postu.

Przepisy liturgiczne nie zabraniają jeść mięsa w tym dniu. Że ludzie się spotykają, to jest pocieszające. Niech się spotkają. Ale rozwiązanie postu następuje po zakończeniu Wigilii Paschalnej.

Czyli Katechizm nie nakazuje postu, natomiast polska tradycja mówi ”Poczekajmy jeszcze tych kilka godzin i dotrwajmy do Wigilii Paschalnej”.

Według tradycji końcem postu jest śniadanie wielkanocne. I tak powinno być, bo przecież to właśnie jest uroczyste spotkanie ludzi z Chrystusem Zmartwychwstałym. Więc z kim się spotykają, gdy jedzą to w Wielką Sobotę

o trzeciej po południu? Przecież Pan Jezus jest wtedy w grobie, a do Wigilii Paschalnej zostało jeszcze kilka godzin.

Czym jest Wigilia Paschalna?

Największą i najważniejszą liturgią w ciągu całego roku. Przeżycie zmartwychwstania naprawdę dokonuje się w trakcie Wigilii Paschalnej, a nie w niedzielę rano.

W niedzielę rano kobiety przyszły i zobaczyły pusty grób.

Bo to już było po. Chrystus już zmartwychwstał. Przy czym nie wiemy, kiedy to się stało. Wiemy tylko, że w nocy z soboty na niedzielę. W nocy. I dlatego Wigilia Paschalna zaczyna się po zachodzie słońca. Przepisy bardzo wyraźnie to precyzują. Wigilia Paschalna rozpoczyna się, co prawda, w sobotę, ale należy się już do Niedzieli Wielkanocnej.

Wigilia Paschalna to najdłuższa msza w roku. To nie jest msza, którą się odprawi w 45 minut, bo to byłoby zaprzeczeniem jej idei. Jakie są jej poszczególne elementy? Zacznijmy od ogniska przed kościołem, bo przy nim wiernych raczej nie ma.

Jest poświęcenie ognia, który jest przypomnieniem objawienia się Boga w krzaku ognistym, no i sam Chrystus jest światłością. Wnosząc płonący paschał do kościoła trzykrotnie głośno wołamy „światło Chrystusa”. Na paschale mamy litery

i , czyli początek i koniec, mamy pięć czerwonych gwoździ symbolizujących rany Pana Jezusa...

... i to właśnie te gwoździe przy ognisku są wkręcane w paschał.

Dokładnie. Potem mamy uroczyste ogłoszenie prawdy o zmartwychwstaniu, czyli Exsultet, który może śpiewać diakon, organista, a może i człowiek świecki, ale warto go śpiewać, a nie czytać, bo to jest przepiękny stary utwór, w którym przedstawiona jest istota Paschy. „Jak suchą nogą wywiodłeś Izraela przez morze Czerwone (...), a teraz przyszła nowa światłość”. Potem jest pochwała tego paschału, że to owoc pracy pszczelego roju, itd. Później są kolejne czytania, czyli Historia Zbawienia.

Liturgia słowa w czasie Wigilii Paschalnej jest strasznie długa. Jest siedem czytań, z czego cztery ze Starego Testamentu, które były czytane w czasie żydowskiej Paschy. Już sam Exsultet jest strasznie długi. Potem mamy opis stworzenia świata – też niekrótki, a potem nie jest lżej. Nie można tego skrócić?

Można. Do trzech. Natomiast trzy uwagi praktyczne. Po pierwsze: każde czytanie warto poprzedzić komentarzem, żeby przybliżyć, o co w nich chodzi, po drugie: można wybrać skrócone wersje, czyli jak jest stworzenie świata na trzy strony, to są wersje skrócone na stronę, a po trzecie: dla słuchacza jest ważna kwestia „co ja z tego mogę wynieść dla siebie?”. Warto więc głębiej wejść w słowa czytań, ale nie ma się co łudzić, wtedy jest to dłuższe.

A może chodzi też o to, by przedłużyć oczekiwanie? Bo to nie było tak, że Pan Jezus umarł i zmartwychwstał. Może właśnie chodzi o to, by w jakiś sposób wczuć się w rolę apostołów. Tradycja mówi, że tylko Matka Boża i święty Jan nie zwątpili. W rozpaczy, ale jednak czekali. I może nie powinniśmy przyśpieszać czasu, tylko w jakiś sposób współuczestniczyć w tym oczekiwaniu?

Tak, myślę, że to jest bardzo dobra interpretacja. Bo tu rzeczywiście chodzi

o celebrowanie. Nie jest ładną rzeczą, gdy ktoś przyjdzie i patrzy na zegarek, kiedy to się skończy. Kościół daje nam dwa stoły: stół Słowa i stół Eucharystii. Więc ta długość czytań w tym przypadku to jest wyraz obfitości i troski Kościoła o naszego ducha.

Kończy się liturgia słowa i mamy „Gloria”, czyli hymn „Chwała na wysokości Bogu”. On jest szczególnie uroczysty, bo przez cały okres wielkiego postu się go nie śpiewa. Biją dzwony, zapala się światło, ministranci dzwonią dzwonkami, słowem w kościele jest wielki radosny hałas. Czy można przyjąć: „Tak, to jest ten czas. Chrystus zmartwychwstał”?

Można. Zmartwychwstanie jest tajemnicą wiary. To nie jest rzecz, którą możemy odsłonić, dotknąć, zobaczyć, zracjonalizować. Więc to nie jest tak, że w momencie „Chwała” Chrystus zmartwychwstaje. Ale to jest ten moment, kiedy zauważamy, że zmartwychwstanie już się dokonało.

Później mamy czytanie ewangelii, Litanię do Wszystkich Świętych i odnowienie przyrzeczeń chrztu. Potem jest pokropienie wodą święconą, ofiara mszy świętej, komunia, która może być pod dwiema postaciami, dziękczynienie, a potem procesja.

Z tym, że procesja rezurekcyjna może być przeniesiona na rano. Wtedy nie adoruje się już Pana Jezusa w grobie i nie śpiewa się pieśni żałobnych. My przyjęliśmy zwyczaj, że kościół zamyka się czekając na rezurekcję.

I to są wszystkie obrzędy Triduum Paschalnego, dotarliśmy do Niedzieli Wielkanocnej. I teraz takie banalne pytanie: co zrobić, żeby dobrze przeżyć Święta Wielkanocne?

Żeby dobrze przeżyć święta w domu, trzeba najpierw przeżyć tę radość przy Chrystusie - wtedy radość będzie pełna. Jeżeli nie, to będzie radość, ale z dobrze zastawionego stołu. Jeżeli to będzie bez Chrystusa Zmartwychwstałego, to będzie radość z jedzenia i picia. Czyli zaprzeczenie wszystkiego, o czym dziś rozmawiamy. Żeby dobrze przeżyć Zmartwychwstanie, trzeba dobrze przeżyć Triduum Paschalne. Nie będzie dobrego przeżycia triduum, jeżeli nie będzie dobrego przeżycia wielkiego postu. Człowiek to jest jedność, w której ciało musi współgrać z duchem. Recepta na dobry post to modlitwa, post i jałmużna. I te trzy elementy muszą współistnieć, bo inaczej nie będzie dobrego postu, nie będzie dobrego przygotowania do triduum i nie będzie dobrych świąt. Więc modlitwa, post i jałmużna. I najważniejsze – stan łaski.

smog.jpg