• alles.jpg
  • auto kochanow.jpg
  • drbike.jpg
  • familia.jpg
  • geodezja.jpg
  • gs.jpg
  • juszczak.jpg
  • kozbial.jpg
  • kubaty.jpg
  • lisak.jpg
  • lyko.jpg
  • marcisz.jpg
  • praca.jpg
  • rasterek.jpg
  • rowery.jpg
  • salazabaw.jpg
  • serczyk.jpg
  • skot.jpg
  • swiba.jpg
  • timefor.jpg
  • wwm.jpg
  • zamkowa.jpg
  • zielinski.jpg
  • zulla.jpg

Reklama

  • bistro.jpg
  • edukator.jpg
  • gawin.jpg
  • geo.jpg
  • grafixdruk.jpg
  • kaes.jpg
  • kruk.jpg
  • melba.jpg
  • mirex.jpg
  • nettrading.jpg
  • rrreklama.jpg
  • weterynarz.jpg
  • work.jpg

W tym roku mieliśmy wyjątkowo krótki karnawał, teraz wczesna Środa Popielcowa, a po niej Wielki Post. Dla mnie jest to czas wzmożonej pracy nad sobą, a rozumiem przez to nie tylko post jako taki, ale i rozważanie rzeczy ważnych, o których niekoniecznie myśli się na co dzień. Bo naszą rzeczywistością rządzi pęd. Pęd za pracą, pęd w pracy, pęd w domu, jedna szkoła dziecka, druga szkoła, trzecia szkoła, czwarta szkoła, zorganizowanie tego logistycznie – przejazdy, bilety, „mamo, pociąg mi uciekł”, „mamo, chyba zgubiłem legitymację szkolną z biletem miesięcznym”, „mamo, bo pani w szkole powiedziała (...) i ja uważam, że to niesprawiedliwe”, „mamo, powiedz mu coś”, „nie pójdę do kościoła, bo naszego organisty nie da się słuchać”, „no przecież poprawię tę jedynkę”, itd., itd. Pęd, stres, gonitwa. Za mało snu, za mało czasu na wszystko, jedzenie w biegu, życie w biegu. Wszyscy to znamy; nie tylko dorośli

– nasze dzieci też. Można zaryzykować twierdzenie, że żyją w tym od urodzenia i nasiąkają tym, jak gąbki. Szybko, byle jak, z telewizją i – częściej
– internetem wypełniającymi (i kradnącymi) te resztki czasu, które jeszcze mamy, nie wypuszczając komórki z rąk. A potem, bo to nieuchronne, zdarza się w życiu młodego człowieka sytuacja kryzysowa. Trzeba zareagować i wtedy właśnie z całą brutalnością zderzamy się ze ścianą swoich codziennych nawyków i ich skutków. Rozmowa z młodym człowiekiem zawsze była i jest trudna. Dojrzewanie oczywiście mija, ale... Więc rozmowa. Odwoływanie się do wyższych wartości. Do autorytetów. I tu jest już gorzej niż źle, bo te nasze owoce miłości i wychowania w pośpiechu nie są wcale głupie, ale... Często wydaje mi się, że im łatwiej jest podać definicję słowa „autorytet” i kilka przykładów literackich tegoż, niż wskazać kogoś, kto by nim był, w swoim otoczeniu. Mam wrażenie, że autorytety się zdewaluowały. Czy nauczciele są autorytetami? Szczerze mówiąc, rzadko. Dorośli? Tym bardziej. Osoby starsze o dużym doświadczeniu życiowym? Często takich osób wokół młodzieży już nie ma, z powodu codziennego pośpiechu oni ledwo znają swoje prababcie, czy wiekowe ciocie. Odwiedziny u nich to uciążliwy obowiązek, a nie okazja do nauki życia. Ksiądz? Też nie; nigdy w życiu nie poszliby z problemem do swojego katechety czy proboszcza. Księża kojarzą im się z nie zawsze ciekawym kazaniem, korytarzem szkolnym, namaszczonym sposobem mówienia i ewentualnie z „kolędą”. Biskupi? Oglądając telewizję czy buszując po internecie, nabierają raczej przekonania o nieumiarkowanym bogactwie tychże i skandalach z pedofilią w tle. Instruktorzy harcerscy? Teraz mało kto jest harcerzem. Psycholog? Pedagog? „Czepia się”. Rodzice? Różnie bywa. Niby się tych rodziców szanuje, ale nie potrafię określić, na ile wypływa to z przekonania, a na ile z konieczności. Internet? Wbrew pozorom też nie. To dla nich źródlo wiedzy (czasem) i przede wszystkim narzędzie do kontaktów towarzyskich. Tak naprawdę, śmieją się z mądrości internetowych tak samo, jak śmieją się z nauczycieli. Czy mają w ogóle jakieś autorytety? A czy my, dorośli, je jeszcze mamy? Czy autorytetami są dla nas starzejący się rodzice, szef w pracy, politycy, premier, prezydent kraju, sołtys naszej wsi, ksiądz w kościele, biskup, papież? Zawsze wydawało mi się, że jednak ojciec święty jest autorytetem bezpiecznym i niepodważalnym. Może dlatego, że wierzymy, a może dlatego, że jest daleko i w sumie jest osobą po części nierzeczywistą. Tak myślałam, ale tylko do pewnego momentu. Do tego mianowicie, gdy po apelu papieża Franciszka dotyczącym przyjmowania rodzin uchodźczych, pewna znana mi ze swojej gorliwości katoliczka powiedziała, że papież błądzi i ona będzie się za niego modlić, żeby zmądrzał! Na koniec pytanie. Czy my w ogóle – i młodzież, i dorośli – potrzebujemy jeszcze autorytetów? Czy są nam do czegoś potrzebne? A może te nasze czasy są tak głęboko spauperyzowane, że nie ma już dla nich miejsca. Może byłyby wyrzutem sumienia. Może bez nich jest nam po prostu wygodniej. Jeżeli jest właśnie tak, to czas się opamiętać.

Gabriela Kucharska

ena.jpg