• alles.jpg
  • artgo.jpg
  • autoserwis.jpg
  • bistro.jpg
  • euroreklama.jpg
  • familia.jpg
  • gawin.jpg
  • goodcar.jpg
  • gs.jpg
  • juszczak.jpg
  • juszczyk.jpg
  • kozbial.jpg
  • kubaty.jpg
  • lisak.jpg
  • lyko.jpg
  • marcisz.jpg
  • parkiet.jpg
  • praca.jpg
  • rasterek.jpg
  • rserwis.jpg
  • salazabaw.jpg
  • serczyk.jpg
  • skot.jpg
  • swiba.jpg
  • wwm.jpg
  • zulla.jpg

Reklama

  • baranex.jpg
  • ekotechnika.jpg
  • geo.jpg
  • grafixdruk.jpg
  • kacper.jpg
  • kaes.jpg
  • kruk.jpg
  • mirex.jpg
  • pralnia.jpg
  • weterynarz.jpg

 

 

 

W noc sylwestrową jechaliśmy sobie z naszymi młodszymi synami do Katowic do kuzyna i jego rodziny (pierworodny poszedł był do kolegi na imprezę), gadaliśmy w najlepsze - spokojnie, niemalże leniwie, kiedy Kolega Mąż nagle powiedział „Cicho! Słyszysz?”. Oczywiście do słyszenia wybrał sobie niekoniecznie najodpowiedniejszą osobę, ale w końcu usłyszałam i ja. Coś plaskało pod maską samochodu. Posłuchaliśmy chwilkę, po czym zapadła jedyna słuszna w tej sytuacji decyzja zjechania na pas awaryjny drogi i zajrzenia pod maskę. No i okazało się - nasz pasek klinowy dokonał właśnie żywota! A to doprawdy jest sytuacja znakomita, kiedy człowiek zmęczony, nieco zmarznięty w wieczór sylwestrowy jedzie sobie w świat i nagle okazuje się, że pojedzie - i owszem - ale „do Dupkowic i z powrotem”. Po jakichś tam (niekoniecznie najkrótszych) mechanicznych usiłowaniach Pana Męża brutalna rzeczywistość chlusnęła nam faktami w twarz.

DZIŚ JUŻ NIGDZIE DALEJ TYM SAMOCHODEM NIE POJEDZIEMY !

Stoimy sobie oto na przedmieściach Sosnowca, raz na dwadzieścia minut mija nas jakiś zapóźniony gość sylwestrowy i brak widoków na świetlaną przyszłość. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze. Nie, nie, paska nie udało się naprawić, ale Julian - nasz zaprzyjaźniony „pomocnik drogowy” obiecał przyjechać po nas około czwartej rano (była dziesiąta w nocy), natomiast kuzyn zaofiarował się po nas do tego Sosnowca przyjechać od razu, a po nasiadówce - miłej i uroczej - u nich, odwieźć nas na tę czwartą rano z powrotem. I tak właśnie się stało. Najlepsze jest to, że już w trakcie, kiedy się to działo, wiedzieliśmy oboje, że w charakterze wspomnień będzie to szalenie zabawne. Można powiedzieć, że w Nowy Rok wkroczyliśmy z przytupem. (No i była to najdroższa domówka, na jakiej zdarzyło nam się być. Holowanie z Sosnowca swoją cenę ma.) Niech żyją Pan Julian i kuzyn Tomek! I Ola, która na drogę dała mi miseczkę makówek.

Kochani czytelnicy!

W Nowym Roku życzę Wam zdyscyplinowanych pasków klinowych i rzetelnych, uczciwych, pracowitych mechaników. Oby Wasze konie mechaniczne nie były nazbyt narowiste. I życzliwych, dobrych ludzi wokół Was, Wam życzę.

С НовымГодом!

Gabriela Kucharska

 

 

 

brw.jpg