• alles.jpg
  • artgo.jpg
  • autoserwis.jpg
  • bistro.jpg
  • euroreklama.jpg
  • familia.jpg
  • gawin.jpg
  • goodcar.jpg
  • gs.jpg
  • juszczak.jpg
  • juszczyk.jpg
  • kozbial.jpg
  • kubaty.jpg
  • lisak.jpg
  • lyko.jpg
  • marcisz.jpg
  • parkiet.jpg
  • praca.jpg
  • rasterek.jpg
  • rserwis.jpg
  • salazabaw.jpg
  • serczyk.jpg
  • skot.jpg
  • swiba.jpg
  • wwm.jpg
  • zulla.jpg

Reklama

  • baranex.jpg
  • ekotechnika.jpg
  • geo.jpg
  • grafixdruk.jpg
  • kacper.jpg
  • kaes.jpg
  • kruk.jpg
  • mirex.jpg
  • pralnia.jpg
  • weterynarz.jpg

Po raz kolejny kolorowym stał się świat wokół nas. Z szarości wyłoniło się tysiąc barw a z ciszy oczekiwania dobył się głos zwiastujący radosną nowinę: „Dziecię się nam narodziło...Syn został nam dany”.

Czekaliśmy na tę chwilę, na ten czas, bo tyle żalu w nas, tyle pretensji do siebie, tyle niepokoju w sercu, tyle niepewności o jutro, tyle smutku i łez i tyle pytań: dlaczego?

Jest więc ten czas dany nam po to, byśmy siebie dostrzegli, byśmy podali sobie ręce, byśmy sobie przebaczyli, byśmy się do siebie uśmiechnęli, byśmy o sobie nawzajem pomyśleli. Jest czas zachwytu nad życiem. Czas rodzącej się nadziei. A to wszystko w perspektywie betlejemskiego żłobu, w którym Bóg spoczywa. A to wszystko w zaciszu rodzinnej wspólnoty zgromadzonej wokół wigilijnego stołu. A to wszystko z czystego serca, w którym prawdziwie Bóg zamieszkał. A to wszystko ze świadomością prawdy, którą rozważamy, którą przeżywamy – a ta prawda określona jest słowami: „Tak Bóg umiłował świat że Syna swego Jednorodzonego dał…”

To nie tylko wspomnienie historycznego wydarzenia, ale to dziejąca się rzeczywistość - Boga przychodzącego do swoich, Boga mającego wolę zamieszkania wśród swojego ludu - i to trzeba dostrzec, na to trzeba zwrócić uwagę. Łatwo jest wspominać, wzruszać się szanując tradycję. Trudniej uświadamiając sobie tak bardzo rzeczywisty wymiar tych dni, dosłownie zrobić miejsce dla Boga w swoim sercu i w swoim życiu. Kiedyś nie było miejsca dla Boga „w Betlejem w żadnej gospodzie”, dzisiaj nie ma miejsca dla Boga w „niejednej człowieczej duszy” i z tej racji płynie tyle łez, doświadczamy jęków, lęków i katuszy.

Spośród tylu głosów przenikających „cisze betlejemskiej nocy” ponownie dają się słyszeć te zwiastując trwogę, bo są one wrogie życiu. Pojawiają się ponownie wysłannicy współczesnego Heroda, siejący strach wobec jednych, wobec innych budzący akceptację. Chcąc przypodobać się społeczności o wątpliwej moralnej reputacji wydają wyrok, na który odpowiedzią jest „niemy krzyk” i pytanie: „dlaczego mnie nie chciałaś mamo, dlaczego nie chciałeś tatusiu - mych oczu jak niebo i włosów jak słońce”? Wobec krzyku rozpaczy, odpowiedzią jest argumentacja odwołująca się do postępu i do wolności. Paradoksalnie miarę postępu i nowoczesności, jak również miarę wolności stanowi prawo umożliwiające niszczenie życia. Poczucie wolności ma wzmagać możliwość podejmowania decyzji przez kobietę, co do losu rozwijającego się pod sercem człowieka. Nikt nie odbiera kobiecie prawa do stanowienia o własnym życiu. Ale mając na uwadze ten sam argument, osoba rozwijająca się pod jej sercem, również ma prawo by mogła żyć. I chodzi o to by to prawo uszanować. Mnożenie dziwnych przesłanek mających na celu uwiarygodnienie wszelkich działań przeciw życiu oraz odwoływanie się do wątpliwych opinii dyżurnych „specjalistów”, ma na celu zagłuszenie lub zdeprawowanie sumienia.

Wobec podejmowanych dyskusji na ten temat, warto stawiać dwa fundamentalne pytania: „Czym jest życie? I Od kiedy człowiek jest człowiekiem? Tych pytań i odpowiedzi zasadniczo brakuje.

Życie to dar od Boga, zawierający w sobie to szczególne powołanie, aby być, aby istnieć! „Bóg , powie bł. Jan Paweł II – obdarza człowieka życiem po to, aby żył. Dlatego człowiek nie jest panem daru, który otrzymał nie może nim dysponować w taki sposób, by przekroczył granice życia”. Nie może decydować o życiu własnym i o życiu innych. To nie może odnosi się do każdego momentu istnienia od chwili poczęcia do naturalnej śmierci. Moment poczęcia z punktu widzenia medycyny i religii stanowi początek życia każdego człowieka. Ten moment jest wielkim cudem poczynającego się życia. Takiej odpowiedzi warto udzielić i trzeba udzielać w sposób zdecydowany i pewny, bez obawy że się ośmieszymy.

Kochani moi - w ten czas zachwytu nad życiem, u progu Nowego 2014 Roku, wśród głosów wrogich życiu, przyjmijcie zdecydowane słowo w obronie życia, w obronie tych bezbronnych. To nie prawda że nie ma możliwości rozwiązań nawet trudnych sytuacji – tych możliwości jest wiele. Potrzeba odpowiedzialności.

Ku pokrzepieniu serc warto zwrócić się w stronę tych rodzin, w których ma miejsce to prawdziwe oczekiwanie na cud narodzin, może naznaczony tak wielką niepewnością, troską i wiarą w moc Boga.

A co można powiedzieć tym, którzy wciąż oczekując żyją nadzieją, że dane im będzie doświadczyć radości rodzicielstwa.

Są również wśród nas rodziny wielodzietne, które radując się tym darem mają poczucie niekłamanej dumy, nie patologii, ale dumy.

I jeszcze jedno spojrzenie pełne szacunku, kierowane w stronę matek i ojców, którzy pochylają się nad dzieckiem niepełnosprawnym. którzy z taka determinacją walczą o zdrowie i życie swoich dzieci.

Niech powiedzą tym rodzicom ci, którzy w imię „dobra” tak łatwo wydają wyroki, że mają dla nich rozwiązanie. Jakie? Nie! Nie mówcie, bo tego nie można słuchać!

W perspektywie Nowego Roku, warto na nowo odkryć obecność przy sobie drugiego życzliwego człowieka i uwierzyć w to że:

„nadzieja znów wstąpi w nas

nieobecnych pojawią się cienie;

uwierzymy kolejny raz

w jeszcze jedno - Boże Narodzenie” /z kolędy/.

Tam, gdzie to od nas zależy i na tyle na ile to od nas zależy, warto podejmować działania budzące nadzieję na lepsze jutro na lepsze dni. Wszak ci, którzy otwierają swe serce dla Boga potrafią otworzyć się na drugiego człowieka, po to by współtworzyć „bardziej ludzką dla ludzi codzienność”.

„A więc nigdy: jeden przeciw drugiemu. Jedni - przeciw drugim”, ale jeden dla drugiego, jedni dla drugich najpierw w szukaniu porozumienia a potem w działaniu dla dobra wszystkich, przede wszystkich dla dobra tych najmniejszych i bezbronnych, tych zagubionych w rzeczywistości, tych zapomnianych i odrzuconym gryzących palce z rozpaczy. Tam chyba rodzi się największy bunt, i żal. I właśnie tam jest najtrudniej myśleć o tym co przyniesie czas. Z tej racji, jeśli gdzieś trzeba iść w ten czas z prawdą, o tym że Bóg przychodzi do swoich z dobrym słowem z opłatkiem w ręku - to właśnie tam.

Tradycja i obrzędy czerpiące z prawdy tych dni, mają głęboki sens i istnieje na nie społeczne zapotrzebowanie. Nie zarzucajmy ich, bo w przeciwnym razie, czas świętowania, będzie coraz bardziej smutny. Chociaż wciąż będziemy silić się na piękne obietnice, to one w coraz większy bełkot będą przechodziły. I może z czasem zamkniemy najpierw oczy i uszy, udając że nic nie widzimy i nie słyszymy, potem usprawiedliwimy się w sumieniu a ostatecznie zamkniemy swe serca na przychodzącego Boga i będziemy mieć „święty spokój”. Krzyczeć zaczniemy wówczas, gdy nam ktoś ten spokój zakłóci.

Niech nam Bóg błogosławi i niech nas strzeże w tym Nowym 2014 roku.

Ks. Krzysztof Burdak

ena.jpg