• alles.jpg
  • auto kochanow.jpg
  • drbike.jpg
  • familia.jpg
  • geodezja.jpg
  • gs.jpg
  • juszczak.jpg
  • kozbial.jpg
  • kubaty.jpg
  • lisak.jpg
  • lyko.jpg
  • marcisz.jpg
  • praca.jpg
  • rasterek.jpg
  • rowery.jpg
  • salazabaw.jpg
  • serczyk.jpg
  • skot.jpg
  • swiba.jpg
  • timefor.jpg
  • wwm.jpg
  • zamkowa.jpg
  • zielinski.jpg
  • zulla.jpg

Reklama

  • bistro.jpg
  • edukator.jpg
  • gawin.jpg
  • geo.jpg
  • grafixdruk.jpg
  • kaes.jpg
  • kruk.jpg
  • melba.jpg
  • mirex.jpg
  • nettrading.jpg
  • rrreklama.jpg
  • weterynarz.jpg
  • work.jpg

Tuż po wprowadzeniu na rynek towarowej wersji syreny (R-20), okazało się że dla przeciętnego polskiego rolnika jest ona niewystarczająca. Oferowała zbyt małą przestrzeń ładunkową, a o przewiezieniu towaru cięższego niż 400 kg lub pociągnięciu przyczepy, można było jedynie pomarzyć. Wtedy narodziła się idea stworzenia samochodu typowo rolniczego, który nie przestraszy się tony ziemniaków i błota na dojeździe do PGR-u.

Do boju stanęły dwie firmy: Instytut Obróbki Plastycznej, oraz Poznańskie Zakłady Naprawy Samochodów, które odpowiednio stworzyły prototypy „Warta” i „Tarpan”. Niestety obydwa przedsiębiorstwa popełniły błąd, bazując nadal na podzespołach syreny, przez co ładowność prototypów niewiele różniła się od możliwości R-20’stki. Propozycje te zostały odrzucone, a prace rozpoczęto na nowo.

W 1972 roku zaprezentowano prototyp Warta-2, bazujący tym razem na nieco większej Warszawie i typowo towarowym Żuku. Konstrukcja ta okazała się strzałem w dziesiątkę. Nie dość że wyglądała ciekawie i nowocześnie, mogła przewieźć 750kg ładunku, to oferowała także dwie wersje nadwoziowe: sześcioosobową i trzymiejscowego pickup’a. W pierwszej z nich zastosowano przesuwną ścianę dzielącą przestrzeń ładunkową od pasażerskiej, dzięki czemu - gdy zaszła taka potrzeba, można było usunąć tylne siedzenie i przewieźć większą ilość towaru. Zawieszenie, oraz rozpędzający Wartę do 100km/h, dolnozaworowy silnik pochodziły z Warszawy. W 1972 roku zdecydowano się na seryjną produkcję sześcioosobowego samochodu rolniczego pod nazwą Tarpan 233 w Poznańskich Zakładach Naprawy Samochodów. Niedługo później przedsiębiorstwo zmieniło nazwę na Zakład Samochodów Rolniczych. Równie szybko jak nazwa fabryki ewoluowało wyposażenie oraz wygląd przedniej części nadwozia Tarpana. Zderzak, klamki i kierunkowskazy zapożyczono z Fiata 125p, zmodyfikowano przednie fotele, deskę rozdzielczą i atrapę chłodnicy. Zastosowano regulowane reflektory, oraz tylne amortyzatory teleskopowe. W 1975 roku pokazano Światu pickup’a, a kilka miesięcy po jego premierze zaprezentowano wersję z zamkniętym nadwoziem – kombi (na zdjęciu).

Wychodząc naprzeciw rolnikom, dla których zwiększenie ładowności było priorytetem, wdrożono do produkcji model 235 mogący przewieźć tonę towaru. Wzrost możliwości przewozowych był możliwy za sprawą całkowicie nowej ramy, a także modyfikacji przedniego zawieszenia. Świeżością powiało także w przedniej części nadwozia, w której po raz kolejny zmieniono atrapę chłodnicy, a w nowy zderzak wkomponowano kierunkowskazy z Fiata 126p.

Chęć stałego udoskonalania Tarpana spowodowała zmianę jednostki napędowej na bardziej ekonomiczną i żwawszą z Fiata 125p (model F233). Silnik jednak nie wytrzymywał trudów rolniczej eksploatacji, oraz ciężaru samochodu. Powróciła wtedy koncepcja zastosowania silnika diesla, którego jednak nie potrafiła stworzyć żadna polska fabryka. Zdecydowano się na montaż silników produkowanych przez Zakłady Mechaniczne „Ursus” na licencji Perkinsa. Był to ciężki i niezbyt mocny, trzycylindrowy motor, którego montaż wymagał wielu zmian w komorze silnika i przednim zawieszeniu. Po latach okazało się, że cała konstrukcja Tarpana nie wytrzymywała wibracji w jakie wprawiał karoserie siermiężny, 49 konny diesel. Był za to dość ekonomiczny, ponieważ spalał około 7,5 litra oleju napędowego na 100km.

Bardzo ważne okazało się stworzenie samochodu na potrzeby armii. Pozwoliło to Tarpanowi na przetrwanie do dnia dzisiejszego, ale to już temat na kolejny artykuł, zapraszam na lekturę za miesiąc.

Łukasz Zadęcki

stacjakontroli.jpg